Zb logo

  

   blogi   forum

Wiadomości

Komentarze / Blogi

Tomasz Nowak Tomasz Nowak

Kamera! Akcja! I nic nie widać

​Bytomski system monitoringu to 38 kamer non stop rejestrujących to,… więcej >>>


Marcin Hałaś Marcin Hałaś

Domki z kart

​Niemal równy rok temu pisałem w tym miejscu w komentarzu… więcej >>>


Witold Branicki Witold Branicki

Krajobraz po historycznym spadku

​Na 760-lecie lokacji Bytomia na prawie niemieckim Ratusz oraz jego… więcej >>>


Jacek Sonczowski Jacek Sonczowski

Święto policji w teatrze “Rozbark”

​Policjanci z bytomskiego garnizonu spotkali się w Bytomskim Teatrze Tańca… więcej >>>



Panteon Bytomski

Ks. JOHANNES KUBOTH - KSIĄDZ Z POCZUCIEM HUMORU

Bohater dzisiejszego “Panteonu bytomskiego” Johannes Kuboth urodził się w Dobrodzieniu 27 sierpnia 1856 roku. Był synem szewca, który trudnił się poza tym pośrednictwem w handlu nieruchomościami. Po ukończeniu miejscowej szkoły poszedł do gimnazjum w Strzelcach Opolskich.

Studia teologiczne odbył we Wrocławiu i Ratyzbonie, gdzie też został wyświęcony 28 czerwca 1883 roku. Powodem wyjazdu w tak dalekie strony był panujący wówczas Kulturkampf - walka między państwem a Kościołem. Jako wikary, ksiądz Kuboth pracował w Rudzie, Siemianowicach, w parafii św. Barbary, Królewskiej Hucie (Chorzowie) i Koźlu. Od 1886 roku pracował jako kapelan wojskowy w Kłodzku i Królewcu. Już od początku swej kapłańskiej drogi zasłynął ze swego oryginalnego poczucia humoru i żartów, które uwielbiał czynić. W 1892 roku przeniesiony został jako proboszcz do parafii Świętego Krzyża w Miechowicach, której dotychczasowy gospodarz ks. Marx został biskupem sufraganem wrocławskim. Miechowicka parafia była wówczas bardzo rozległa, obejmowała Bobrek, Karb i część Rokitnicy.

W rok po swym przyjściu do Miechowic ks. Kuboth wykończył wieżę kościoła parafialnego, potem wybudował klasztor dla sióstr Elżbietanek, podobny klasztor w Bobrku, a wreszcie nowe kościoły: św. Rodziny w Bobrku, zbudowany w 1902 r. według projektu Ludwiga Schneidera, Dobrego Pasterza w Karbiu (1909) - projekt Maxa Sliwki oraz Serca Jezusowego w Rokitnicy (1911), dzieło profesora Ernsta Kühna z Drezna. W Bobrku właściciel miejscowych kopalń hrabia Hans Ulrich Schaffgotsch nie chciał odstąpić miejsca pod budowę kościoła, gdyż z powodu konieczności zachowania filara ochronnego uniemożliwiłoby to eksploatację węgla pod tą częścią osady. Ksiądz Kuboth spotkał się kiedyś z hrabią, który był już w podeszłym wieku, i przy pożegnaniu wyraził wątpliwość, czy się jeszcze zobaczą. Na to Schaffgotsch odparł, że jeśli nie zobaczą się tu na ziemi, to w takim razie w niebie. A miechowicki proboszcz na to: - Wątpię, czy pana hrabiego wpuszczą do nieba. Skoro pan hrabia nie ma w Bobrku miejsca dla Pana Jezusa, to Pan Jezus w niebie nie będzie miał miejsca dla pana hrabiego. Skutek tej rozmowy możemy oglądać do dziś w postaci bobreckiego kościoła parafialnego.

Z kolei podczas budowy kościoła w Karbiu ks. Kuboth nie mógł się doprosić miechowickich gospodarzy, żeby przy okazji powrotów z pustymi furmankami ze stacji kolejowej lub kopalni zawsze zabrali trochę materiałów budowlanych dla nowej świątyni. Ponieważ, nie chcąc tracić czasu na dodatkowy ładunek, nie reagowali na zwykłe prośby, pewnego razu odezwał się z ambony: - Jeśli i teraz nie usłuchacie, to już was więcej prosić nie będę, ale zwrócę się wprost do Pana Boga z prośbą, by wam wszystkie konie pozdychały. Jak widać po kościele w Karbiu, ten sposób rzeczywiście pomógł.

Od swoich wikarych ks. Kuboth wymagał systematycznej pracy i dobrego przygotowania do głoszenia kazań, a nawet czytania ogłoszeń parafialnych. Pewnemu wikaremu, któremu nie chciało się nawet wcześniej spojrzeć na czytane w czasie mszy teksty, wpisał do księgi ogłoszeń: “Dziś będzie kolekta na nową sutannę dla księdza wikarego”. Wśród wikarych w Miechowicach był m.in. ks. Emil Szramek, późniejszy proboszcz parafii mariackiej w Katowicach, który zginął w obozie podczas II wojny światowej i obecnie jest błogosławionym Kościoła katolickiego.

Gorliwy duszpasterz i dobry mówca, nie angażował się w politykę. Przed i po I wojnie światowej, kiedy wielu księży angażowało się w walkę wyborczą czy plebiscytową po niemieckiej lub polskiej stronie, on zajmował się tym do czego został powołany, czyli duszpasterstwem wszystkich parafian bez różnicy narodowości. Proboszcz miechowicki był bardzo gościnny i przez plebanię przewijało się mnóstwo ludzi. Właśnie im uwielbiał najbardziej płatać figle. Kiedyś, widząc nadchodzącego poprzedniego proboszcza swego wikarego, kazał wikaremu schować się pod stół. Kiedy gość w rozmowie swobodnie krytykował wady swego dawnego podwładnego, ten na polecenie Kubotha wyszedł spod stołu. Co prawda poczucie humoru gospodarza szybko łagodziło mogące z tego powstać żale czy urazy.

Ostatnim dziełem ks. Kubotha w Miechowicach był nowy kościół Bożego Ciała projektu Theodora Ehla, ukończony w 1917 roku. Rok później proboszcz przeszedł na emeryturę i zamieszkał na przedmieściu Nysy. Tam też zmarł 15 stycznia 1920 roku i na swe specjalne życzenie został pochowany na cmentarzu klasztornym franciszkanów. Można by powiedzieć, że coś przeczuwał, gdyż po roku 1945 wszystkie cmentarze w Nysie zostały zniszczone w ramach “walki z niemczyzną”, z wyjątkiem tych, które istniały przy klasztorach. Tak więc jego grób jako jeden z nielicznych istnieje do dziś.

Przed wojną w Miechowicach była ulica ks. Kubotha (Kubothstrasse), której po wojnie nadano imię komunisty Wieczorka, a po przyłączeniu do Bytomia przemianowano na Styczyńskiego, działacza, który w ogóle nie miał nic wspólnego z Miechowicami. Uliczka ta jest na tyle krótka, że ewentualne przywrócenie jej dawnej nazwy nie pociągnęłoby za sobą wielkich kosztów, a ksiądz Kuboth zasłużył na to, by o nim pamiętać w naszym mieście.

20 sierpnia 2017

imieniny:
Bernarda, Samuela

Bytom
13°C

Ciśnienie: 1019 hPa

Galeria Tomenki

Nasze akcje

  • Panteon bytomski

    Cykl artykułów o ludziach, którzy na przestrzeni wieków zasłużyli się dla Bytomia. więcej >>>

Redakcja