Zamknij

Fortepian cenniejszy od Mercedesa

Marcin Hałaś Marcin Hałaś 09:02, 29.11.2025 Aktualizacja: 09:03, 29.11.2025
Skomentuj Fot. Archiwum Daniela Kałużnego Fot. Archiwum Daniela Kałużnego

Daniel Kałużny jest jednym z tych fachowców, którzy nie szukają pracy.

To klienci 2 albo 3 lata czekają aż pan Daniel będzie mógł wziąć na warsztat ich zlecenie. Wykonuje on bowiem unikalny zawód: zajmuje się strojeniem, ale także renowacją i odbudową starych pianin i fortepianów.

Daniel Kałużny jest przedstawicielem rzadkiego i elitarnego zawodu: stroiciel fortepianów. To rodzinny fach. Jego mama jest absolwentką Technikum Budowy Fortepianów w Kaliszu - to jedyna taka szkoła w Europie. Po zakończeniu nauki pracowała w nieistniejącej już, jedynej polskiej, fabryce fortepianów Calisia. Potem przyjechała do Bytomia. - Mój ojciec też  wyuczył się tego zawodu, żeby pomagać mamie - mówi pan Daniel. - Strojenie fortepianów i pianin to także ciężka praca fizyczna. Żeliwna rama fortepianu może ważyć nawet 300 kilogramów.

Wybrał Polskę

Daniel Kałużny uczył się fachu od dzieciństwa - "przy rodzicach", ale potem ukończył to samo technikum, które jego mama. Następnie doskonalił swoje umiejętności za granicą. Tam również zaczynał swoją pracę - we Francji, Holandii i w Niemczech. - Praca szła mi dobrze, ale irytowało mnie, że nie mogę usiąść sobie z klientem przy kawie i porozmawiać po polsku - mówi Kałużny. - A potem pomyślałem, że to samo mogę robić w kraju, że mogę podatki płacić w Polsce. Wróciłem i nie żałuję.

W 2008 roku przejął po rodzicach prowadzenie rodzinnej firmy, która dziś ma siedzibę w Karbiu. To on nadał jej obecną nazwę: Piano-Forte. Zajmuje się strojeniem instrumentów muzycznych. Według obiegowej opinii stroiciel powinien mieć słuch absolutny. - To nie jest konieczne - mówi Daniel Kałużny. - Ja nie mam słuchu absolutnego, a strojenia można się wyuczyć, używa się się także kamertonów.

Instrumenty sprzed 200 lat

Ale strojenie nie jest jedynym zajęciem pana Daniela. Wykonuje także renowacje i remonty pianin oraz fortepianów. A to już znacznie poważniejsze przedsięwzięcia. Ma współpracowników, którzy zajmują się częścią meblarską, czyli skrzyniami instrumentów - stolarza i fachowca, zajmującego się politurowaniem instrumentów. No i rzecz banalna, ale niezbędna - ekipa czterech mężczyzn zajmująca się przenoszeniem i przewozem instrumentów, bo fortepian waży pół tony, czasami więcej.

Kompleksowy remont starego fortepianu lub pianina może kosztować więcej niż nowy współczesny instrument. Ale na taki remont trzeba poświęcić co najmniej 600 roboczogodzin, a czasami grubo ponad 1000. - To tak jak z samochodami - mówi bytomski stroiciel. - Remont starego mercedesa "beczki" może kosztować 70 tysięcy złotych, czyli więcej niż kilkuletnie sprawne auto. A mimo to ludzie to robią. Z fortepianami jest sprawa jeszcze bardziej ekscytująca, bo możemy przywrócić do pełnej sprawności i pełnego brzmienia nawet instrument mający 200 lat.

Fortepian ma 220 kołków, na które naciągane są struny i 85 lub 88 klawiszy. Nawet te współczesne robione są z zachowaniem tradycyjnych reguł - na przykład nie używa się klejów syntetycznych, lecz naturalny klej kostny. Niejeden instrument trafiający do Piano-Forte posiada na przykład klawisze okładane kością słoniową.Właściciel bytomskiego zakładu jest właścicielem kilkudziesięciu pianin - nie tylko je sprzedaje, ale także wynajmuje. Wśród tych instrumentów są też niezwykłe perły. Daniel Kałużny posiada fortepian zbudowany przez samego Fryderyka Buchholtza.

Buchholtz i Cieplik

Fryderyk Buchholtz (1792-1837) był jednym z najwybitniejszych polskich budowniczych fortepianów XIX wieku. Co istotne - był  też bliskim przyjacielem Fryderyka Chopina, który w domu grał właśnie na fortepianie Buchholtza. - Jego instrumenty cechowały się jasnym, śpiewnym brzmieniem, mechaniczną precyzją i eleganckim wykończeniem - mówi Daniel Kałużny. Do współczesności zachowało się zaledwie kilka ich egzemplarzy. Jeden z nich, o numerze fabrycznym 81, zbudowany około 1842 roku jest własnością bytomskiego rzemieślnika. - Kupiłem go od lekarki - opowiada bytomianin. - Była świadoma wartości tego instrumentu, ale chciała, żeby trafił w dobre ręce i odzyskał świetność.

Po zakończonym remoncie Kałużny zamierza fortepian Buchholtza wynajmować na koncerty. Nie jest to jedyny historyczny instrument w warsztacie pana Daniela. W pracowni obok stoi między innymi pianino sygnowane przez słynnego bytomskiego sprzedawcę instrumentów i założyciela konserwatorium muzycznego w naszym mieście Tomasa Cieplika.

- Praca z instrumentami jest przyjemniejsza niż praca z ludźmi - mówi Daniel Kałużny. I dodaje, że świadomie nie rozbudowuje bardziej swojej firmy. - Wówczas byłbym bardziej menedżerem, zarządcą i organizatorem niż wykonawcą - mówi bytomski rzemieślnik. - A ja chcę osobiście wykonywać swój zawód, bo czerpię z tego radość, spokój i przyjemność.

Co sądzisz na ten temat?

podoba mi się 0
nie podoba mi się 0
śmieszne 0
szokujące 0
przykre 0
wkurzające 0
facebookFacebook
twitter
wykopWykop
komentarzeKomentarze

komentarze (0)

Brak komentarza, Twój może być pierwszy.

Dodaj komentarz

0%