Genialnie zaprezentowali się w dwóch pierwszych meczach finałowych koszykarze bytomskiej Polonii. Dwa razy na wyjeździe ograli PGE GiEK Turów Zgorzelec i potrzebują już tylko jednego zwycięstwa, by awansować do 1. Ligi.
Spotkania w Zgorzelcu można się było obawiać, bo miejscowi uchodzili za jednego z faworytów rozgrywek i meli bardzo dobry bilans w sezonie zasadniczym. Ale Bytomianie jeszcze raz udowodnili, że kapitalnie radzą sobie w najtrudniejszych sytuacjach i mają nerwy ze stali. W sobotę w nerwowej końcówce obronili wywalczoną przewagą, zaś w niedzielę po słabszym starcie dogonili przeciwnika i doprowadzili do remisu w podstawowym czasie gry, a potem na swoją korzyść rozstrzygnęli dogrywkę.
W pierwszym pojedynku nasi triumfowali 82:74. Ustawili sobie wszystko w pierwszych dwóch kwartach, które wygrali odpowiednio 25:13 i 18:15. Najbardziej przyczynili się do tego Michał Medes i Krzysztof Wąsowicz, którzy w całym spotkaniu rzucili odpowiednio 23 i 15 punktów.
Wyrównany zespół
W drugiej odsłonie Zgorzelec poprawił grę i mozolnie odrabiał straty, lecz nasi do końca utrzymywali bezpieczny dystans, choć nie obyło się bez nerwów. Poza wspomnianymi punktowali jeszcze Jarosław Giżyński 11 (1x3), Wojciech Leszczyński 10 (3x3), Wojciech Zub 7, Paweł Zmarlak 7 (1x3), Paweł Respondek 7 (1x3), a także Jakub Cisowski 2.
W meczu niedzielnym było jeszcze trudniej, ale podopieczni trenera Mariusza Bacika po raz kolejny pokazali, że są zespołem niesamowicie wyrównanym. Tym razem bowiem najważniejsze role odegrali inni zawodnicy: Wojciech Zub i Jarosław Giżyński, którzy zdobyli 21 i 18 oczek. Sytuacja na parkiecie była odmienna od tej sobotniej. To gospodarze dominowali na początku i po pierwszej kwarcie byli na wyraźnym prowadzeniu 31:19. Naszych to nie podłamało. Trzy pozostałe kwarty wykorzystali na konsekwentne odrabianie strat (było 17:13, 22:17 i 18:15).
Nerwy w dogrywce
Na minutę przed końcem na tablicy widniał remis 74:74. W ostatnich sekundach regulaminowego czasu sytuacja zmieniała się jak w kalejdoskopie, ale to Bytomianie mieli piłkę na wagę zwycięstwa. Rzutu za trzy punkty nie trafił jednak Jarosław Giżyński i o losach meczu musiała przesądzić dogrywka.
Przebiegała ona według mrożącego krew scenariusza. My mieliśmy cały czas kilka punktów przewagi, ale w ostatnich sekundach wszystko rozstrzygnęło się na linii rzutów wolnych. Dwukrotnie spudłował najpierw Medes, a po celnym rzucie za trzy koszykarza Turowa Jakuba Bereszyńskiego zrobiło się 89:88 dla Bytomian.
Potem dwukrotnie na linii rzutów stanął Giżyński, ale wykorzystał tylko jedną próbę. Na trzy sekundy przed końcem za trzy trafić spróbował reprezentant miejscowych Szymon Pawlak, ale jego rzut okazał się niecelny. Na niecałą sekundę przed końcem stratę zaliczył Paweł Zmarlak, a sytuację faulem ratował Jakub Cisowski.
W komfortowej sytuacji
Na linii rzutów osobistych stanął Bereszyński i zupełnie nie wytrzymał nerwowo. Nie trafił ani razu i druga wygrana Polonii w finale stała się faktem - skończyło się 90:88 dla naszych (w dogrywce było 14:12). Jest ona w komfortowej sytuacji przed spotkaniami w Bytomiu. Prowadzi 2:0, ma atut własnego boiska i jest w gazie, a do tego znowu pokazała, że jest maszynką do wygrywania.
Trzecie finałowe starcie zaplanowano na najbliższą sobotę o godz. 18. w hali Na Skarpie. Ewentualny czwarty pojedynek w niedzielę o tej samej porze.
Brak komentarza, Twój może być pierwszy.
Dodaj komentarz
Użytkowniku, pamiętaj, że w Internecie nie jesteś anonimowy. Ponosisz odpowiedzialność za treści zamieszczane na portalu zyciebytomskie.pl. Dodanie opinii jest równoznaczne z akceptacją Regulaminu portalu. Jeśli zauważyłeś, że któraś opinia łamie prawo lub dobry obyczaj - powiadom nas [email protected] lub użyj przycisku Zgłoś komentarz