10 lat temu pan Lucjan w dramatycznych okolicznościach rozstał się z żoną i z dnia na dzień trafił na ulicę. O tym, co stało się w jego życiu, nie chce wspominać, podobnie jak większość bytomskich bezdomnych. Mężczyzna mieszkał najpierw pod mostem, a w końcu przeniósł się do szałasu na nieużytkach w okolicach „Żabich Dołów”. Spędził w nim 1,5 roku, łącznie z mroźną zimą, jednak las wycięto. W końcu mężczyzna w okolicach ulicy Krzyżowej natrafił na częściowo zachowaną piwnicę po dawnym budynku. W ciasnym pomieszczeniu urządził skromne legowisko, postawił stół, a do ścian poprzybijał haki na ubrania. Na końcu pojawił się kominek z blachą do pieczenia. Ponieważ pan Lucek dba o higienę, nieopodal wejścia urządził toaletę, a dla zachowania minimum prywatności teren ogrodził.
Porządek w ziemiance
Lokum starszego mężczyzny jest regularnie odwiedzane przez „zimowy” patrol składający się ze strażników miejskich oraz przedstawicielki MOPR-u. Pan Lucek chętnie wpuszcza nas do swojego królestwa. W ziemiance nie ma bałaganu. Wejście stanowią drzwi, a na stole widać pozostałości po kolacji. Lokator tego niecodziennego lokum wita wszystkich uśmiechem i grą na harmonijce ustnej, którą po chwili rozmowy i podpisaniu oświadczenia, iż nie chce iść do noclegowni, chowa do kieszeni. Pan Lucek twierdzi, że jest zdrowy, a utrzymuje się ze zbierania tego, czego inni nie potrzebują.
– Nie jest to wyjątek. Podczas naszych cotygodniowych patroli jesteśmy w stanie jednorazowo skontrolować jedynie część miejsc, w których można napotkać osoby bezdomne. Według moich szacunków takich punktów w Bytomiu może być nawet 60, jednak ciągle otrzymujemy informacje o nowych. Tak jest np. na Kędzierzyńskiej, gdzie ponoć widywany jest ktoś mieszkający w szałasie. Są to wszystko osoby z różnych powodów niegodzące się na pobyt w noclegowni i nie możemy ich do tego zmusić – mówi uczestniczący w patrolu Bartosz Śmigielski.
Puste legowisko
Katarzyna Rzepka z bytomskiego MOPR, która od początku zimy jest stałą uczestniczką patrolu, wylicza kolejne „miejscówki”, które trzeba objechać. Najpierw radiowóz podjeżdża na ulicę Leśną, gdzie w zdewastowanym baraku na skraju nieczynnego od dawna przedsiębiorstwa ktoś koczuje. Wewnątrz nie ma jednak gospodarza. O jego bytności świadczą opakowania po produktach spożywczych i coś co z grubsza można nazwać pościelą.
Po chwili patrol podjeżdża za opuszczony budynek klubu sportowego przy ulicy Drzewnej. Mieszkańcy wspominali bowiem o kręcącym się tam bezdomnym, który urządził sobie na wolnym powietrzu legowisko pod ścianą budowli. Również to legowisko jest jednak puste, choć nie wydaje się na stałe opuszczone.
– Ludziom tym nie przeszkadzają nawet kilkunastostopniowe mrozy. W warunkach, w których przeciętny człowiek już by zamarzł albo uciekł w cieple miejsce, oni normalnie egzystują. Nawet w takich sytuacjach nie jesteśmy w stanie namówić ich na pobyt w noclegowni lub ogrzewalni. Niestety, najczęściej wygrywa tutaj z nami alkohol, którego bezdomni nie chcą się wyrzec – mówi Katarzyna Rzepka.
Odporny na zimno
Pracowniczka socjalna i drugi ze strażników Mateusz Możdżeń proponują wizytę w Szombierkach, gdzie pod wiaduktem przy ulicy Zabrzańskiej mieszka młody mężczyzna. Jest on przykładem przystosowania się do ekstremalnych warunków. Po zejściu po zabłoconej skarpie natrafiamy na śpiącego na starym materacu 28-latka. Mężczyzna jest przykryty kołdrą i, jak inni bezdomni nie chce słyszeć o noclegowni. „Lokator” wiaduktu jest w samych slipkach i – jak twierdzi – podczas niedawnych kilkunastostopniowych mrozów zakładał w nocy bluzę, aby nie zmarznąć. Zimno mu jednak nie było.
28-latek nie chce o sobie nic mówić. Pracownicy MOPR-u dowiedzieli się jedynie, iż pochodzi z Rybnika i dzieciństwo spędził w placówkach wychowawczych, z których uciekł w wieku 13 lat i od tego czasu tuła się po Śląsku. Powtarza tylko, że z tamtych czasów ma złe wspomnienia.
Po kilku minutach patrol podjeżdża na ulicę Kwiatową, gdzie w starym domku rezyduje z partnerką inny bezdomny mężczyzna. Niedawno w budynku gromadziło się więcej bezdomnych i popełniono tam zbrodnię. Teraz bezdomny zajmuje jedno z pomieszczeń i przed przybyciem strażników kładł się właśnie spać, bo – jak twierdzi – rano musi iść do pracy. Do godziny 22 strażnicy sprawdzają jeszcze pustostan na Bobrku, w centrum i kierują się na stare działki w Łagiewnikach. Tam w piętrowej spalonej altanie widziano bezdomnego. Strażnicy są tam już po raz czwarty, jednak lokatora „lauby” nie zastają.
Niebieski szałas
Ostatnią tego dnia „miejscówką” jest niebieski szałas kobiety z ulicy Modrzewskiego. Pokryta folią drewniana konstrukcja jest przytulona do załomu z tyłu kompleksu garaży. Pani Ela z kolejnym już przyjacielem mieszka tam od 7 lat. Przed wejściem wita nas gospodyni wcale, podobnie zresztą jak jej poprzednicy, niewyglądająca na osobę bezdomną. Katarzyna Rzepka pyta o jej stan zdrowia i wypis ze szpitala, bowiem kobieta nagle podupadła na zdrowiu i trafiła na leczenie. Pani Ela pokazuje dokumenty i potwierdza, że jest umówiona na konsultację u specjalisty.
Patrol straży miejskiej i MOPR istnieje od 2015 roku i jak co sezon pracuje do końca marca. Namówienie bezdomnych do pobytu w noclegowni i zmianę trybu życia jest jednak bardzo trudne. Funkcjonariuszom pozostaje okresowe sprawdzanie, czy nie dzieje się z nimi coś złego i pomoc we wszelkich sprawach urzędowych.
Brak komentarza, Twój może być pierwszy.
Dodaj komentarz
Użytkowniku, pamiętaj, że w Internecie nie jesteś anonimowy. Ponosisz odpowiedzialność za treści zamieszczane na portalu zyciebytomskie.pl. Dodanie opinii jest równoznaczne z akceptacją Regulaminu portalu. Jeśli zauważyłeś, że któraś opinia łamie prawo lub dobry obyczaj - powiadom nas [email protected] lub użyj przycisku Zgłoś komentarz