Na Neftliksie wkrótce pojawią się wkrótce "Ołowiane dzieci".
To tytuł nowego serialu, którego akcja rozgrywa się na Śląsku. Część zdjęć kręcona była w Bytomiu, a w produkcji zagrali także Bytomianie. Na przykład trójka synów mieszkającego w Bobrku Kazimierza Jarząba.
"Ołowiane dzieci" opowiadają o prawdziwych wydarzeniach i prawdziwej historii. Główną bohaterką Jolanta Wadowska-Król, lekarz pediatra z poradni rejonowej w Szopienicach i Dąbrówce Małej. Po latach nazwano ją "polską Erin Brockovich", a nawet "Matką Boską Szopienicką".
Nieustępliwa lekarka
Na początku lat 70. XX wieku Jolanta Wadowska-Król przebadała około 4500 dzieci mieszkających w Szopienicach i pobliskich dzielnicach, odkrywając że cierpią one na ołowicę - efekt działalności pobliskiej Huty Metali Nieżelaznych. Komunistyczne władze chciały utajnić jej badania, storpedowały obronę doktoratu na ten temat. Jednak dzięki nieustępliwości doktor Jolanty Wadowskiej-Król wreszcie podjęto działania: tysiące dzieci wysłano na leczenie od sanatoriów, zaczęto finansować mleko dla nich, a domy położone najbliżej komina huty rozebrano, zapewniając wysiedlonym rodzinom nowe mieszkania.
Serial "Ołowiane dzieci" wyreżyserował pochodzący ze Śląska Maciej Pieprzyca, a w obsadzie będzie można zobaczyć czołowych polskich aktorów: Joannę Kulig w roli głównej bohaterki oraz Agatę Kuleszę, Kingę Preis, Mariana Dziędziela i Zbigniewa Zamachowskiego. Zdjęcia odbywały się w wakacje i jesienią 2024 roku w kilku śląskich miastach, m.in. w Bytomiu - "zagrał" m.im. gmach II LO im. Stefana Żeromskiego.
Mali statyści
Ale na ekranie pojawią się również mieszkańcy Bytomia. Niektórych zatrudniono jako statystów. Na ekranie pojawią się trzej synowie mieszkającego w Bobrku Kazimierza Jarząba: Bartosz, Przemek i Nikodem. - Wybieraliśmy jechać na spacer, żona z chłopcami dziećmi wyszła wcześniej - opowiada pan Kazimierz. - Na ulicy zobaczyłem, że rozmawia z jakimś mężczyzną, który zrobił im zdjęcia. Powiedziała mi, że szukał on dzieci do filmów. Skomentowałem, że zapewne się nie odezwie.
Ale stało się inaczej. Chłopcy zostali zaproszeni na zdjęcia. Nie obyło się bez przygotowań: najpierw w towarzystwie rodziców rozmawiali z psychologiem, który wytłumaczył im ich zadania. - Na początku nie wiedzieliśmy o czym będzie ten film - mówi Kazimierz Jarząb. - Potem, kiedy przeczytałem o tej historii pomyślałem, że to opowieść o mnie i moim pokoleniu. Bo ja w czasie nauki w szkole miałem podobne objawy: powracające bóle głowy i brzucha. Kiedy byłem w siódmej klasie stwierdzono u mnie podwyższony poziom ołowiu i wysłano mnie na miesiąc do sanatorium.
Czarne zęby i Edward Gierek
Bartosz i Nikodem wystąpili tylko jako dzieci bawiące się na podwórko. Do większej roli wzięto Przemka - zagrał w scenach z Joanną Kulig i Kingą Preiss. Był chłopcem badanym przez lekarkę i miał nawet kwestię do wypowiedzenia. Całe trzy słowa: - Mamo, moga już?! Niestety, na ekranie Przemek nie będzie "przystojniachą", bo charakteryzatorka specjalnym barwnikiem pomalowała mu na czarno... zęby. Bo miał grać dziecko z popsutymi zębami.
- Mieliśmy kilka dni zdjęciowych na placu Alfreda w Katowicach - opowiada pan Kazimierz. - W Rudzie Śląskiej naprzeciw Huty Pokój nagrywano sceny dziejące na na festynie z okazji 22 lipca, a pod Urzędem Marszałkowskim w Katowicach scenę wyjazdu autobusów z dzieciakami do sanatorium. Epizod zagrał też pan Kazimierz. - Podeszła do mnie charakteryzatorka i powiedziała, że potrzebowałaby takiego statysty jak ja - opowiada bytomianin. - Zagrałem w scenie pod Spodkiem, byłem w tłumie obserwującym przyjazd Edwarda Gierka i Leonida Breżniewa. Myślę, że wybrano mnie dlatego, że miałem wówczas dłuższe włosy, takie jak nosiło się w latach 70.
Premierę "Ołowianych dzieci" Netflix zapowiedział na 11 lutego.
Brak komentarza, Twój może być pierwszy.
Dodaj komentarz