Urszula Larek właśnie skończyła 100 lat. Wciąż jest w świetnej kondycji, aktywnie korzysta z internetu, o własnych siłach wchodzi do swego mieszkania na wysokim III piętrze. Nam opowiedziała o swoim życiu i o dwóch miastach, z którą związał ją los.
Powiedzieć o Urszuli Larek, że jest Bytomianką, to nie powiedzieć całej prawdy. Urodziła się bowiem we Lwowie i w tym mieście spędziła 19 pierwszych lat swojego życia. Wychowywała się w rodzinie lwowskiej od pokoleń i zarazem patriotycznej: w 1918 roku w obronie Lwowa walczył jej dziadek Jan Lach i ojciec Adam Wenger.
Takich Lwowian już nie ma
Takich Lwowian jak ona już praktycznie nie ma: którzy pamiętają to polskie miasto pamięcią już prawie dorosłą, a nie dziecięcą. Szkołę podstawową pani Urszula w 1939 roku. Potem przyszły kolejne okupacje Lwowa: sowiecka, niemiecka i znowu sowiecka - tyle że tzw. "drudzy Sowieci" zostali we Lwowie na niemal pół wieku. Ojciec pani Urszuli najpierw został zmobilizowany i walczył w wojnie obronnej 1939 roku. Po powrocie do Lwowa zaangażował się w konspirację - był żołnierzem Armii Krajowej, w lipcu 1944 roku wziął udział w akcji Burza, w czasie której AK-owcy praktycznie wyzwolili Lwów i wywiesili na Ratuszu polską flagę.
Potem wkroczyli Sowieci, którzy za tę walkę się odwdzięczyli taj ka potrafili - ojca pani Urszuli aresztowali w styczniu 1945 roku i wywieźli: najpierw do Dobbasu, potem jeszcze dalej, do Magadanu nad Morzem Ochockim. Rodzina przez wiele lat nie wiedziała, czy ojciec w ogóle żyje. W 1945 roku w wyniku wysiedlenia Polaków ze Lwowa przyjechali do Bytomiu. - Już z Bytomia moja mama pisała w sprawie ojca aż do Moskwy - wspomina pani Urszula. - Stamtąd przyszła odpowiedź, że takiego nie ma ani w rejestrze żywych ani zmarłych.
W grudniu 1955 roku dowiedzieli się, że do Przemyśla przyjechał pociąg z Polakami z Syberii i że ponoć w nim jest ich ojciec. Pani Urszula natychmiast tam pojechała - wagon stał w Żurawicy. I rzeczywiście, po 10 latach ojciec wrócił. Po śmierci Stalina Sowieci zaczęli zwalniać zesłańców z łagrów. Zmarł w Bytomiu w 1991 roku, mając 90 lat.
Sport i praca
Urszula Larek w młodości uprawiała sport - w pływaniu była mistrzynią Lwowa. Kiedy pojechała do Lwowa w 2002 roku, odwiedziła istniejący do dzisiaj basen, na którym trenowała jako młoda dziewczyna. A po wojnie już w Bytomiu amatorsko uprawiała kolarstwo, dziś pokazuje dyplom z 1950 roku za zajęcie pierwszego miejsca w wyścigu rowerowym na 10 kilometrów.
Zaraz po wojnie zaczęła pracować jako kasjerka w Domu Towarowym w Bytomiu - tym, który zburzono w 1979 roku wraz z całym kwartałem zabudowy przy tzw. placu Kościuszki. Od 1949 roku pracowała w Zakładach Mięsnych - najpierw przez 2 lata w oddziale w Tarnowskich Górach, w potem w Bytomiu, gdzie przez długie lata prowadziła sekretariat dyrektora naczelnego.
Fotografie i pamięć
Z trojga jej dzieci - dziś żyje tylko jej syn. Obecnie pani Urszula mieszka w samym centrum miasta przy ul. Dworcowej, na 3 piętrze, na które wciąż wchodzi o własnych siłach. Kiedy chciałem się z nią umówić na rozmowę - przypomniałem sobie, że mam ją wśród znajomych na Facebooku. Napisałem do niej messengerem. Odpowiedziała w ciągu 10 minut.
- Jestem wielbicielką Lwowa i chwalę się tym, że jestem Lwowianką - mówi pani Urszula, pokazując wielki album z rodzinnymi fotografiami: zarówno sprzed wojny, jak i współczesnymi. Posiada również przedwojenne albumy poświęcone Obronie Lwowa, w których wymienieni są jej ojciec i dziadek. - A teraz jestem Bytomianką - kontynuuje Urszula Larek. Lubię tę ulicę i lubię Bytom.
Brak komentarza, Twój może być pierwszy.
Dodaj komentarz
Użytkowniku, pamiętaj, że w Internecie nie jesteś anonimowy. Ponosisz odpowiedzialność za treści zamieszczane na portalu zyciebytomskie.pl. Dodanie opinii jest równoznaczne z akceptacją Regulaminu portalu. Jeśli zauważyłeś, że któraś opinia łamie prawo lub dobry obyczaj - powiadom nas [email protected] lub użyj przycisku Zgłoś komentarz