Wielkie zamieszanie wokół miechowickiego schroniska dla bezdomnych zwierząt przy ulicy Łaszczyka. Miasto zerwało umowę z podmiotem nim zarządzającym tłumacząc to troską o dobrostan zwierząt. -Niepokoje społeczne, które wzbudza kwestia zarządcy sprawiły, że schronisko przestało spełniać swoją podstawową funkcję - twierdzi prezydent naszego miasta, Mariusz Wołosz.
O naszym schronisku zrobiło się w ostatnich tygodniach rzeczywiście bardzo głośno i to na skalę ogólnopolską. Wszystko zaczęło się od bardzo poważnych zarzutów stawianych firmie ANIKON Anna Kornas, która na podstawie umowy zawartej z gminą od roku 2024 prowadzi sam obiekt, a także grzebowisko dla zwierząt, egzotarium dla zwierząt egzotycznych i miejską pasiekę pszczół.
Wiele osób, choćby tych związanych organizacjami działającymi na rzecz zwierząt, ale też innych mieszkańców skarżyło się na fatalne ich zdaniem warunki sanitarno-higieniczne panujące w schronisku. W komentarzach internetowych przekonywały one, że zwierzęta są przetrzymywane w przepełnionych kojcach, a do tego muszą brodzić we własnych, nieusuwanych odchodach. W efekcie zwierzaki miały być niedożywione, schorowane i zaniedbane oraz narażone na niebezpieczeństwo, bo żyły w zapleśniałych budach z kolcami. Wiele z tych zarzutów znalazło się w raporcie opracowanym jeszcze w grudniu przez dwójkę radnych: Beatę Adamczyk-Nowak oraz Macieja Bartkowa.
Doda robi zasięgi
Fatalna atmosfera wokół miechowickiej placówki spotęgowała się w ostatnich dniach. Ilość mrożących krew w żyłach wpisów oraz filmów publikowanych w sieci wzrosła, zamieszczali je także nadający sprawie ogromne zasięgi influencerzy oraz celebryci, między innymi Dorota Rabczewska, bardziej znana jako Doda.
Na efekty nie trzeba było długo czekać. Pod schroniskiem zaczęły się notorycznie gromadzić grupy osób. Obrzucały one pracowników wulgarnymi obelgami, próbowały się dostać do środka. Zablokowano też drogę dojazdową do schroniska. Stało się to po tym, jak jedna z influencerek napisała, że ze schroniska wywożone są zwłoki zwierząt. W istocie usuwano stare chłodnie stojące dotychczas w sąsiedztwie płotu. Napięcie sięgnęło zenitu, sytuacja wymknęła się spod kontroli. Doszło nawet do rękoczynów, padały groźby karalne. Przerażeni pracownicy wzywali policję.
W czwartek rano w bytomskim Urzędzie Miejskim zorganizowano konferencję prasową. W jej trakcie prezydent Wołosz poinformował o zerwaniu umowy z firmą ANIKON. - Troska o dobro zwierząt powinna łączyć, a nie dzielić. Niepokoje społeczne, które wzbudza kwestia zarządcy sprawiły, że schronisko przestało spełniać swoją podstawową funkcję i nie jest już azylem dla zwierząt w trudnej sytuacji. Kierując się troską o ich dobrostan podjąłem decyzję o wypowiedzeniu umowy - mówił Wołosz.
Zwierzaki trafią do innych azyli
Podkreślił on także, iż w obecnej sytuacji nie ma możliwości wykonania decyzji Powiatowego Lekarza Weterynarii dotyczącej budowy tymczasowej kociarni. Zobowiązał on gminę do wyodrębnienia pomieszczenia do izolowania zwierząt chorych lub podejrzanych o chorobę zakaźną, a także wyodrębnienia pomieszczenia dla zwierzaków objętych kwarantanną - głównie kotów. Podmiot mający zbudować taki budynek nie wywiązał się z umowy. Przedsięwzięcie dostało finansowanie w ramach Bytomskiego Budżetu Obywatelskiego i przewidywało również między innymi stworzenie sali edukacyjnej.
W schronisku przebywa około 200 zwierząt, ktoś musi się nimi na bieżąco zajmować, więc dotychczasowy operator na razie mimo wszystko zostaje: - Dobro zwierząt jest dla nas najważniejsze, dlatego psom, kotom i zwierzętom egzotycznym przebywającym w bytomskim schronisku znajdziemy miejsca w azylach po remoncie, z dobrą infrastrukturą i opieką. W najbliższych dniach przygotujemy plan przeniesienia zwierząt - zapewniał prezydent Bytomia.
Kontrole każdego dnia
Zaznaczył też, że do momentu zabezpieczenia miejsc w innych schroniskach każdego dnia prowadzone będą kontrole, które zainicjowano już z początkiem tygodnia: - Chcę, abyśmy jako społeczność dalej zapewniali schronienie bezdomnym zwierzętom na terenie naszego miasta, ale obecna infrastruktura nie pozwoli na realizację tego zadania na poziomie, jakiego życzyłbym sobie tego ja, mieszkańcy Bytomia i wszyscy, którym los bezdomnych zwierząt nie jest obojętny. Poszukamy finansowania, tak jak zrobiliśmy to w przypadku wielu inwestycji w mieście i w przyszłości stworzymy schronisko oparte na najlepszych wzorcach - mówił Mariusz Wołosz.
Prezydenta podczas konferencji wiele razy pytano, jakie zarzuty rzeczywiście postawiono pracownikom schroniska. Tu jednak konkretów nie usłyszeliśmy. - Obecnie panująca sytuacja nie zabezpiecza zwierząt. Zarzuty wobec operatora są ogromne i wywołują ogromne emocje. W tej sytuacji spokojne funkcjonowanie schroniska nie jest możliwe, a dla nas najważniejszy jest dobrostan zwierząt - mówił Mariusz Wołosz.
Wiele razy podkreślał on natomiast, że momencie, w którym do Urzędu Miejskiego zaczęły napływać informacje o rzekomych nieprawidłowościach, natychmiast wezwano zarządcę schroniska o złożenie wyjaśnień. Prócz tego zobowiązano urzędników Wydziału Inżynierii Środowiska do częstszych kontroli. - Od kilku dni są oni w schronisku codziennie. Odnotowujemy każdy nieposprzątany boks, każdy budzący wątpliwości objaw u psa czy kota, stan schroniskowej infrastruktury. Wszystkie uchybienia odnotowujemy. Każdy protokół kontroli zawiera konkretne zalecenia dla zarządcy – mówił Wojciech Bryś, naczelnik Wydziału Inżynierii Środowiska.
Prezydent apeluje o spokój
Przywoływano poza tym opinie Powiatowego Lekarza Weterynarii cyklicznie kontrolującego nasze schronisko. Jak poinformowano w trakcie konferencji nie potwierdzał on pojawiających się w przestrzeni publicznej zarzutów, wydał jedynie dwie decyzje administracyjne zalecając naprawę ogrodzenia, czy wspomniane już wyodrębnienie pomieszczeń dla kotów oraz zwierzaków izolowanych.
Zdaniem Wołosza wiele publikowanych także przez znane osoby krytycznych informacji o schronisku było nieprawdziwych i zmanipulowanych. - To był hejt, one wzbudzały jedynie niepotrzebne emocje, a nie miały nic wspólnego z dobrostanem zwierząt - przekonywał. - Prosimy o spokój. W schronisku przebywają zwierzęta doświadczone przez los. Nie służą im manifestacje, próby wtargnięcia na teren schroniska przez płot czy próby wymierzania sprawiedliwości. Tymczasem przez rozlewający się hejt, nieprawdziwe informacje i oparte na emocjach działania, w ostatnich dniach pod schroniskiem dochodziło do niebezpiecznych sytuacji. Skupmy się na znalezieniu zwierzętom dobrych domów, a nie na samosądzie. Przy tak zmasowanym ataku na osoby zarządzające schroniskiem, instytucja nie spełnia swojej podstawowej funkcji – nie jest już azylem dla zwierząt w trudnej sytuacji. Każdy w tej sprawie i mówię tu także o sobie ma sobie coś do zarzucenia.
Brak komentarza, Twój może być pierwszy.
Dodaj komentarz