Mer Drohobycza Taras Kuczma przemawia pod pomnikiem Stiepana Bandery FOT. DROHOBYCH-RADA.GOV.UA
Radny Maciej Bartków złożył interpelację, w której domaga się zerwania umowy partnerskiej z Drohobyczem.
Wszystko dlatego, że władze tego miasta zaangażowane są w kult Stiepana Bandery, który na Zachodniej Ukrainie uważany jest za bohatera, a wręcz "ojca narodu". Czy władze Bytomia powinny na to zareagować?
Drohobycz to dzisiaj miasto w obwodzie (województwie) lwowskim na Ukrainie. Do 1939 roku należało do Polski i jest znane z kilku powodów. Po pierwsze - tam mieszkał, tworzył i zginął świetny prozaik (i rysownik) Bruno Schulz. Po drugie - Drohobycz był centrum tzw. drohobycko-borysławskiego zagłębia naftowego, w czasach II Rzeczypospolitej istniała tam centrala Polminu - jednej z najnowocześniejszych rafinerii ropy naftowej w ówczesnej Europie. Dzięki temu - mało kto o tym pamięta - II Rzeczypospolita była niemal samowystarczalna, jeśli chodzi o produkcję benzyny.
Partnerstwo od 15 lat
Bytom podpisał umowę partnerską z Drohobyczem w roku 2011. Prezydentem naszego miasta był wówczas Piotr Koj, a jednym z inicjatorów nawiązania partnerskich stosunków z tym miastem stowarzyszenie Euro-Most, którego honorowym prezesem był wówczas ks. Hubert Kowol, późniejszy honorowy obywatel Bytomia. Notabene wówczas w Drohobyczu stał już wzniesiony 10 lat wcześniej pomnik Stiepana Bandery - przywódcy OUN-B, czyli Organizacji Ukraińskich Nacjonalistów, frakcja banderowców.
W Polsce Bandera uważany jest za zbrodniarza odpowiedzialnego za ludobójstwo wołyńskie. W wyniku akcji UPA, czyli zbrojnej organizacji OUN, w czasie II wojny światowej zginęło co najmniej 100 tysięcy Polaków - na Wołyniu oraz w województwach ówczesnej Małopolski Wschodniej. Polacy na Wołyniu mordowani byli z wyszukanym okrucieństwem, a wśród ofiar bardzo dużą część stanowiły kobiety i dzieci. "Bandera nie ma nic z tym wspólnego, siedział wówczas w niemieckim obozie koncentracyjnym" - odpowiadają jego obrońcy.
Terrorysta i szef OUN
Zatem kilka słów wyjaśnienia. Stiepan Bandera był w latach międzywojennych organizatorem akcji terrorystycznych wymierzonych przeciw państwu polskiemu. W 1936 roku Bandera został skazany przez sąd Rzeczypospolitej Polskiej na karę śmierci za zorganizowanie zamachu na ministra spraw wewnętrznych RP Bronisława Pierackiego. Nie była to jedyna śmiertelna ofiara działań terrorystów z OUN w czasach II RP - w sumie w czasach tzw. dwudziestolecia międzywojennego ukraińscy separatyści zabili na terenie Polski kilkaset osób. Za zorganizowanie zamachu na ministra Pierackiego Banderę skazano na karę śmierci, jednak na mocy amnestii zamieniono ją na dożywotnie pozbawienie wolności. We wrześniu 1939 roku został on jednak wypuszczony z więzienia.
W 1943 roku, kiedy akcja UPA przeciw Polakom na Wołyniu osiągnęła apogeum, Bandera rzeczywiście przebywał w niemieckim obozie koncentracyjnym w Sachsenhausen. Tyle, że nie osadzono go tam jak zwykłego więźnia - był internowany. Posiadał do dyspozycji mieszkanie z biblioteką, mógł korzystać z posiłków w oficerskiej kantynie i prawa do korespondencji. Niemniej rzeczywiście - jeśli chodzi o ludobójstwo wołyńskie, to jego bezpośrednimi rozkazodawcami i zbrodniarzami wojennymi byli: głównodowodzący UPA Roman Szuchewycz i dowódca UPA na Wołyniu Dmytro Kłacziwskij. Bandera nie był więc bezpośrednio zbrodniarzem wojennym, był jednak przywódcą oraz ideologiem organizacji, która ludobójstwa wołyńskiego dokonała.
Co powiedział Kuczma?
Dzisiaj w Polsce jego przeciwnicy podkreślają ten właśnie aspekt. Adwokaci Bandery wskazują natomiast, że Bandera walczył o niepodległy byt ukraińskiego państwa i za to właśnie jest czczony na Ukrainie. Bo jego pomniki i ulice znajdują się dzisiaj w wielu miastach - m.in. we Lwowie i w Drohobyczu właśnie. Bandera urodził się 1 stycznia 1909 roku. Dlatego na współczesnej Ukrainie dokładnie w Nowy Rok organizowane są obchody tej rocznicy. W tym roku uroczystości w Drohobyczu stały się obiektem zainteresowania polskich mediów. Wszystko ze względu na przemówienie, jakie w ich trakcie wygłosił mer Drohobycza Taras Kuczma. -
- Przez dekady państwo ukraińskie było rozdzierane przez imperia – polskie, niemieckie i moskiewskie - mówił Kuczma zrównując w ten sposób okres istnienia na terenach dzisiejszej Ukrainy (Lwów, Drohobycz, Stanisławów, Wołyń) państwa polskiego z okresem władzy komunistycznej oraz z okupacją hitlerowską.
Oburzony PiS
Te doniesienia oburzyły radnego Macieja Bartkowa, który właśnie napisał interpelację do prezydenta Bytomia Mariusza Wołosza: - Jest chyba dzisiaj oczywistym dla każdego, iż miasta i osoby upamiętniające tę ponurą postać (Bandery) powinny być w Polsce traktowane jak persona non grata. Dlatego też apeluję o zerwanie umowy partnerskiej miasta Bytom z Drohobyczem i proszę o odpowiedź na pytanie: czy podejmie się Pan - w imię szacunku dla mieszkańców Bytomia, których korzenie wywodzą się ze Południowo-Wschodnich Kresów Rzeczypospolitej - tego działania i zakończy współpracę z miastem sławiącym przywódcę frakcji OUN-B (banderowców), która ponosi odpowiedzialność za ludobójstwo polskiej ludności cywilnej na Wołyniu i w Galicji Wschodniej dokonane w latach 1943–1945? - napisał Bartków.
Bartków jest radnym Prawa i Sprawiedliwości. Trudno więc nie oprzeć się refleksji, że kiedy PiS rządziło - politycy tej partii raczej nie reagowali na kult Bandery i OUN/UPA na Ukrainie. To za czasów rządów PiS sformułowano przecież tzw. doktrynę Jasiny: "Jesteśmy sługami narodu ukraińskiego". Natomiast pomnik Bandery w Drohobyczu stał wówczas, kiedy w Bytomiu PiS współrządziło razem z Wołoszem. Sytuacja zmieniła się po tym jak PiS znalazł się w opozycji i zaczął tracić - także na rzecz Konfederacji, której politycy konsekwentnie domagają się twardszego kursu wobec Ukrainy. Bartków pisze do Wołosza, żeby sprawę tę nagłośnić, chociaż klub PiS mógłby złożyć w Radzie Miejskiej projekt uchwały o wypowiedzeniu Drohobyczowi umowy partnerskiej.
Pomoc i wdzięczność
Po rosyjskiej agresji na Ukrainę Bytom aktywnie pomagał Drohobyczowi od pierwszych chwil wojny. Jako symboliczne podziękowanie za to wsparcie prezydent Bytomia Mariusz Wołosz otrzymał w styczniu 2024 roku honorowe obywatelstwo Drohobycza. Wołosz nie ukrywał też nigdy, że z merem Tarasem Kuczmą dogadują się bardzo dobrze i łączą ich więzy wzajemnej sympatii.
Zerwanie partnerstwa między miastami jest możliwe. 24 lutego 2022, czyli w dniu rosyjskiej inwazji na Ukrainę w ekspresowym tempie zebrała się nadzwyczajna sesja Rady Miejskiej Bytomia. Zdecydowano na niej o o zakończeniu współpracy pomiędzy Miastem Bytom a rosyjskim miastem Dmitrow.
Wołosz: Symbole UPA są dla nas nieakaceptowalne
Poproszony o komentarz prezydent Bytomia Mariusz Wołosz powiedział nam: - W obecnej sytuacji geopolitycznej trudna i bolesna historia narodów polskiego i ukraińskiego nie powinna wpływać na relacje między Bytomiem a miastami partnerskimi w Ukrainie. Piętnastoletnia współpraca z Drohobyczem zaowocowała wieloma projektami kulturalnymi i edukacyjnymi – także z udziałem Polonii mieszkającej w Drohobyczu oraz Bytomian, których rodziny wywodzą się z tego miasta. To realna współpraca, która połączyła Bytomian i Drohobyczan. Umożliwiła również dialog historyczny. Zerwanie współpracy między miastami skutkowałoby zniweczeniem wieloletnich trudów polegających na znalezieniu płaszczyzny porozumienia między mieszkańcami. Podczas spotkań z naszymi ukraińskimi partnerami zawsze podkreślam, że symbole związane z UPA są przez nas nieakceptowalne.
Brak komentarza, Twój może być pierwszy.
Dodaj komentarz
Użytkowniku, pamiętaj, że w Internecie nie jesteś anonimowy. Ponosisz odpowiedzialność za treści zamieszczane na portalu zyciebytomskie.pl. Dodanie opinii jest równoznaczne z akceptacją Regulaminu portalu. Jeśli zauważyłeś, że któraś opinia łamie prawo lub dobry obyczaj - powiadom nas [email protected] lub użyj przycisku Zgłoś komentarz