Nieznana liczba niezidentyfikowanych dronów spadła na Radzionków. W wyniku tego ataku sporo osób odniosło rany, także bardzo poważne, zagrażające życiu. Poszkodowanych trzeba było jak najszybciej odnaleźć i udzielić im fachowej pomocy. Zajęli się tym młodzi ludzie w mundurach, a burmistrz Gabriel Tobor koordynował akcją.
Takie mogące wywołać przerażenie sceny rozegrały się w minioną środę w Radzionkowie. Ale spokojnie, to były tylko ćwiczenia z zakresu akcji poszukiwawczo-ratowniczej. - Sytuacja na świecie jest od dłuższego czasu bardzo napięta, więc jako samorząd przywiązujemy sporo uwagi do kwestii obronności cywilnej. Musimy być przygotowani na wszelkie trudne sytuacje, jakie mogą wystąpić. W końcu tu chodzi o bezpieczeństwo nas wszystkich - mówi rzecznik prasowy radzionkowskiego Ratusza, Jarosław Wroński.
Przeprowadzenie ćwiczeń zaproponowali władzom miasta członkowie 17. Radzionkowskiej Drużyny Piechoty Zmechanizowanej. To skupiające przede wszystkim młode osoby, mające charakter proobronny Stowarzyszenie bardzo aktywnie działające na terenie miasta i nie tylko. Zazwyczaj zajmuje się obsługą świąt patriotycznych i różnego rodzaju imprez masowych, doskonali się poza tym w musztrze, a także na różne sposoby krzewi patriotyzm.
Burmistrz ogłasza alarm
W końcu reprezentanci Drużyny chcieli sprawdzić się w bardziej konkretnym i przede wszystkim wymagającym zastosowania zdobytych umiejętności praktycznych działaniu. Podczas ćwiczeń wspomógł je Urząd Miasta, Centrum Kultury Karolinka, Miejska Biblioteka Publiczna oraz Miejski Ośrodek Sportu i Rekreacji. Scenariusz był taki: na miasto spadają drony - kto je wysłał, tego nie ustalano. Drony uderzają w budynki i robią krzywdę przebywającym w nich osobom, czasem poważną. Ranni mają uszkodzone części ciała, krwawią, wymagają natychmiastowej, ratującej życie pomocy. W efekcie burmistrz ogłosił alarm inicjujący akcję ratowniczą.
Zadanie uczestników akcji polegało na zlokalizowaniu ofiar, opatrzeniu ich i przewiezieniu do szpitala lub też w przypadku mniej rannych dostarczeniu w jakieś bezpieczne miejsce. Punkt opatrunkowy urządzono w gmachu Ratusza, tam też czuwała nad przebiegiem akcji część Drużyny oraz burmistrz Radzionkowa, dr Gabriel Tobor. Wszyscy stosownie do tego, co się działo ubrani w mundury moro i wojskowe bluzy, a także wyposażeni między innymi w krótkofalówki, lampy czołówki, czy inne sprzęty.
Grochówka na koniec
Akcja przebiegła bardzo sprawnie. Wysłani w miasto młodzi wolontariusze szybko zlokalizowali poszkodowanych, założyli im bandaże, zgodnie ze sztuka medyczną opatrzyli rany, położyli na nosze i dostarczyli do wspomnianego punktu opatrunkowego lub też szpitala. W tym celu zorganizowano przejazd przez Radzionków specjalnej kolumny samochodów. Trzeba było zrobić to sprawnie i w szybkim tempie.
Symulowane działania nie wywołały paniki w mieście, choć ktoś oglądający to wszystko z boku i mający w głowie powielane przez telewizje aktualne obrazki chociażby z Bliskiego Wschodu mógł wpaść w panikę. Wcześniej jednak ostrzegano, że będzie się działo. Potem zaś uspakajano i rozwiewano wątpliwości: "Podkreślamy, że były to wyłącznie zaplanowane ćwiczenia - nie występowało żadne realne zagrożenie dla mieszkańców. Tego typu działania służą wyłącznie poprawie bezpieczeństwa w naszym mieście i przygotowaniu na ewentualne sytuacje kryzysowe" - napisano już po wszystkim na stronie internetowej radzionkowskiego Ratusza.
A akcje zakończyła wspólna konsumpcja wspartej bułką wojskowej grochówki serwowanej w sali sesyjnej Ratusza.
Brak komentarza, Twój może być pierwszy.
Dodaj komentarz
Użytkowniku, pamiętaj, że w Internecie nie jesteś anonimowy. Ponosisz odpowiedzialność za treści zamieszczane na portalu zyciebytomskie.pl. Dodanie opinii jest równoznaczne z akceptacją Regulaminu portalu. Jeśli zauważyłeś, że któraś opinia łamie prawo lub dobry obyczaj - powiadom nas [email protected] lub użyj przycisku Zgłoś komentarz