Krzysztof Wyrzykowski wychował się nad Bałtykiem, przez lata pływał po Morzu Śródziemnym, a w Hiszpanii tworzył stolarskie cuda z drewna. Ale najbardziej pokochał muzykę: śpiewał i grał na gitarze w wielu zespołach, napisał setki piosenek. Dziś współtworzy zespół Onus Blues i mieszka w Bytomiu, bo tu znalazł miłość życia. - Nigdy stąd nie wyjadę - zapewnia.
Urodził się 52 lata temu w Ustce, tam też spędził dzieciństwo oraz wczesną młodość. Szybko stracił ojca, jego wychowaniem zajmowali się matka i ojczym Jerzy Babak: - On był wówczas basistą w zespole Czerwone Gitary. Pamiętam jak pewnego dnia przyszedł do naszego domu z Sewerynem Krajewskim - wspomina Wyrzykowski. Muzyka towarzyszyła mu od zawsze, pierwszą, nieco zdezelowana gitarę dostał, kiedy miał 8 lat. Gry na niej uczył się samemu starając się naśladować muzycznych idoli. - W latach siedemdziesiątych i osiemdziesiątych najnowsze trendy docierały do północnej Polski przez Szwecję dzięki marynarzom, którzy przywozili płyty winylowe. Tak poznałem twórczość Deep Purple i przeżyłem szok. Potem przyszła fascynacja polskimi grupami: Dżem, Breakout, tego słuchałem - mówi.
Sam też bardzo chciał grać, a taką szansę dał mu zespół Parafraza: - To punkowa, wciąż istniejąca kapela założona przez słynnego punkowca Artura Grabarczyka. Byłem w niej gitarzystą, naśladowaliśmy styl UK Subs, pisaliśmy swoje teksty i wykonywaliśmy piosenki z tekstami Edwarda Stachury. Dużo koncertowaliśmy, ale płyty żadnej nie udało się nam wydać - opisuje Krzysztof Wyrzykowski. Z czasem opuścił Parafrazę i zaczął występować z innym gitarzystą z Ustki, Markiem Lipińskim. Tym razem na topie był rock amerykański w stylu Aerosmith.
Zapendowska się zachwyciła
Wiele w życiu Wyrzykowskiego zmieniło się po tym, jak do Domu Kultury w Ustce przyjechała Elżbieta Zapendowska, krytyczka muzyczna, specjalistka od emisji głosu, znana później jako juror w programie "Idol". - Ona zrobiła u nas właśnie coś w rodzaju "Idola", szukała osób obdarzonych talentem wokalnym. Zwróciła na mnie uwagę, mogę nawet powiedzieć, że zachwyciła się moim głosem. Powiedziała, że powinienem się rozwijać, ćwiczyć, przenieść do Warszawy. Ale nic z tego nie wyszło, matka nie zgodziła się na taki scenariusz. Były lata dziewięćdziesiąte, inne realia, niż dziś. Liczyło się to, żeby mieć konkretny fach, a nie zabawa w artystę - wspomina.
Do stolicy w pogoni za karierą zatem nie wyjechał, ale zaczął uczęszczać na profesjonalne lekcje śpiewu: - Wiele mi to dało. Nauczyłem się fachowo, świadomie używać głosu - stwierdza. A jeśli chodzi o konkretny fach, to jak niemal wszyscy znad morza chciał zostać marynarzem. - Wybór w tamtych czasach był jasny: pracujesz na statkach dalekomorskich, na kutrach rybackich lub na platformie wiertniczej. Dlatego poszedłem do Szkoły Rybołówstwa Morskiego w Darłowie. Po jej ukończeniu i zdobyciu zawodu monter urządzeń pokładowych i rybak nawigator jeszcze przez rok prowadziłem bar w Słupsku, a w roku 1998 dostałem świetną ofertę. Miałem być marynarzem na statku pływającym pod banderą luksemburską po Morzu Śródziemnym - opowiada.
Między Ibizą, a Majorką
Przez ponad 5 lat zawijał od portu do portu, głównie między Ibizą, a Majorką. Zadań miał wiele: opieka nad turystami, sprzątanie pokładu, obsługa motorówki oraz pomoc w zakładaniu butli do nurkowania. Do tego był też drugim mechanikiem. - To był luksusowy jacht czarterowany przez bogaczy i znane osoby. Bywali na nim między innymi Antonio Banderas i jego żona Melanie Griffith. Obsługa była międzynarodowa, więc z przymusu szybko nauczyłem się świetnie mówić po angielsku i hiszpańsku, choć nigdy nie uczyłem się tych języków w szkole. I tylko czasu na muzykę nie było. Musiało mi wystarczyć śpiewanie podczas mycia pokładu.
Pływając Wyrzykowski zdobył też inne kompetencje: - Na statku trzeba umieć zrobić wszystko, trzeba być złotą rączką. Ja nauczyłem się stolarki, robienie w drewnie bardzo mi się spodobało. Mój talent w tej dziedzinie zauważył pewien Szkot o Imieniu Jimmy, notabene członek władz klubu piłkarskiego Celtic Glasgow, który powiedział mi, że jak będzie kiedyś otwierał bar, to weźmie mnie do roboty. Nie wziąłem tych słów na poważnie, a on rzeczywiście kiedyś zadzwonił i dał mi zajęcie. Miałem mu zrobić z drewna ozdobny bar i inne wyposażenie pubu, który otwierał w miejscowości Benidorm koło Alicante - mówi Wyrzykowski.
Gra do kotleta
Tak zaczął się kolejny etap w jego życiu. Przez dwie dekady mieszkał w Hiszpanii i zajmował się tam stolarstwem artystycznym Konstruował z drewna bary, stoły, drzwi i inne elementy wyposażenia pubów oraz dyskotek, a także drewniane, ozdobne skrzynki na wino i chałwę. Klienci nawzajem go sobie polecali, cieszył się ogromnym uznaniem. Z czasem stworzył wielką firmę, w której zatrudniał 19 Czechów. A co najważniejsze znowu znalazł czas na muzykę. Wraz z twórcami z różnych krajów założył kapelę Malizia, w której był wokalistą i gitarzystą. - Zagraliśmy dziesiątki koncertów, nagraliśmy nawet płytę, lecz jej nie wydaliśmy. To była świetna zabawa, zarabialiśmy pieniądze, ale niestety popadliśmy w klezmerstwo. Graliśmy do kotleta, a organizatorzy występów oczekiwali, że wykonamy parę swoich autorskich utworów, ale potem chcieli coverów, bo przy nich ludzie się najlepiej bawili - opowiada Krzysztof Wyrzykowski.
Po rozwiązaniu Malizi zaczął występować solo jako Chris Wood: Chris to Krzysztof, a wood to drewno - od stolarki. Z niej się ciągle utrzymywał, a granie było dla przyjemności. Koncertował z gitarą akustyczną, śpiewał piosenki innych artystów, ale nagrał też własną płytę.
Kiedy nastal czas covidu w jego życiu nastąpiła kolejna wielka zmiana. Przez internet poznał Wiolettę, mieszkankę Bytomia. - Pisaliśmy ze sobą przez długi czas, potem padła propozycja spotkania. Ona nie mogła przyjechać do mnie, bo ma na miejscu zobowiązania. Ja ich nie miałem, więc wybrałem się do Bytomia, Po ponad 20 latach po raz pierwszy pojawiłem się w Polsce. Miałem tu zostać na trzy miesiące, a jestem już 5 lat. Miłość zdecydowała.
Zbyt wyluzowany
Jak twierdzi nasze miasto oraz Górny Śląsk go początkowo przerażały. - Tu jest pięknie, są na przykład piękne kamienice, ale nie potrafiłem zrozumieć, czemu większość tak zaniedbana. I ludzie mniej uśmiechający się, niż w Hiszpanii, bardziej zachowawczy, ja ze swoją śródziemnomorską spontanicznością, z machaniem rękami podczas rozmowy bylem przyjmowany nawet jako dziwak. Raz ktoś nawet spytał się, czy jestem pijany, bo bylem zbyt wyluzowany - mówi.
Podczas zwiedzania Śląska z Wiolettą dotarł kiedyś pod katowicki Spodek. - Powiedziałem jej, że kiedyś tu zagram i dotrzymałem słowa. Chciałem wrócić do grania i śpiewania, więc dałem ogłoszenie na portalach muzycznych, że wokalista szuka zespołu. Trafiłem do grupy Galhan, to skrót od Galicja i Hanysy. Razem z nim nagrałem płytę i co najważniejsze poznałem świetnego muzyka, a przede wszystkim genialnego harmonijkarza Jacka Szułę. Po dwóch tygodniach znajomości wiedzieliśmy, że będziemy grali razem. I tak powstał Onus Blues, czyli Ciężar Bluesa.
Uczy sie godać
To uznany, mający na koncie kilka płyt i wiele nagród przyznawanych jego członkom zespół. - To moja najlepsza kapela. Gramy amerykańskiego bluesa. Wykorzystujemy teksty, które przez lata gromadziłem w komputerze, świetnie się rozumiemy i uzupełniamy, każdy jest bardzo dobry w tym co robi. Onus Blues to taka świetnie działająca maszyna. I co warte podkreślenia zagraliśmy w Spodku na Rawa Blues Festiwal - wylicza Krzysztof Wyrzykowski.
Jak mówi, z Bytomia już nie wyjedzie. - To przepiękne postindustrialne miasto, lepiej mi tu, niż w Ustce. Zżyłem się z nim i nawet pomału ucza sie godać po ślonsku. Gramy z Onusami, a każdy koncert daje mi ogromny zastrzyk energii. A drewna też nie porzuciłem, bo prowadzę firmę oferująca podłogi, drzwi. kuchnie i meble. I prowadzę ją w stylu śródziemnomorskim, czyli na luzie.
Brak komentarza, Twój może być pierwszy.
Dodaj komentarz
Użytkowniku, pamiętaj, że w Internecie nie jesteś anonimowy. Ponosisz odpowiedzialność za treści zamieszczane na portalu zyciebytomskie.pl. Dodanie opinii jest równoznaczne z akceptacją Regulaminu portalu. Jeśli zauważyłeś, że któraś opinia łamie prawo lub dobry obyczaj - powiadom nas [email protected] lub użyj przycisku Zgłoś komentarz