Moje życie skupia się na tańcu - mówi Douglas De Oliveira Ferreira, solista baletu Opery Śląskiej.
Zachwyca talentem scenicznym i idealną muskulaturą. Do Bytomia przyjechał już jako ukształtowany tancerz - wcześniej był solistą baletu w rodzinnej Brazylii oraz na Florydzie. Mimo to wybrał Operę Śląską - teatr na drugim końcu świata, na innym kontynencie, w Europie Wschodniej.
Douglas De Oliveira Ferreira jest Brazylijczykiem. Urodził się i wychował w liczącym 2,5 miliona mieszkańców mieście o poetyckiej nazwie Belo Horizonte (Piękny Horyzont). Ma czterech braci - każdy z nich grał w piłkę nożną, bo dla Brazylijczyków futbol to coś więcej niż sport narodowy - namiętność i niemal religia. Bracia do dzisiaj związani są z piłką nożną. A Douglas został... tancerzem baletu.
Od flamenco do baletu
Rodzina Douglasa korzystała z państwowego wsparcia dla matek wielodzietnych. Dlatego Douglas mógł również uczęszczać na pozalekcyjne zajęcia artystyczne. Na początku śpiewał w chórze. Ale instruktorzy szybko zorientowali się, że ma talent raczej do tańca. W wieku 8 lat trafił na zajęcia flamenco. I jako dziecko uczył się „rytmów jak wulkan gorących”, czyli flamenco, samby, rumby. Kiedy miał 13 lat, zobaczyła go matka nauczycielki tańca i zaproponowała, że załatwi chłopcu stypendium w... szkole baletowej.
Ale do „Baletówki” Douglas wcale nie chciał iść. - Bałem się, że rówieśnicy jeszcze bardziej będą się ze mnie śmiali, że zamiast grać w piłkę tańczę - opowiada artysta. Na szczęście nauczyciele przekonali jego matkę, że Douglas ma talent i nie można rezygnować z takiej szansy. A po dwóch tygodniach Douglas nie chciał już odchodzić ze szkoły baletowej. - Po pierwsze szybko znalazłem tam przyjaciół, zobaczyłem też, że są tam wspaniali nauczyciele - wspomina tancerz. - Zrozumiałem, że tańcem mogę wyrażać siebie. Do tej pory chodziłem na zajęcia w ramach programu wsparcia dla rodzin ubogich. Szkoła Núcleo de Dança Tatiana Figueiredo pokazała mi perspektywy, jakie dzięki tańcowi mogą się otworzyć przede mną.
Codziennie 12 godzin ćwiczeń
Był uparty, zaangażowany i pracowity. Ćwiczył codziennie 12 godzin - przychodził na salę dwie godziny przed innymi, a wychodził z niej dwie godziny po wszystkich. Co roku brał udział w 5 - 6 konkursach i prawie wszystkie wygrywał. - Wtedy nauczyłem się być na scenie - opowiada. - Dzisiaj nie czuję się tremy, ponieważ doświadczenie z konkursów dało mi pewność siebie i doświadczenie sceniczne. Jednak nadal czuję adrenalinę w ciele przed wejściem na scenę, co sprawia, że każdy spektakl jest jeszcze bardziej wyjątkowy.
Po jednym z konkursów zaproszono go do profesjonalnego zespołu działającego w jego rodzinnym mieście. Został pierwszym solistą, tańczył w klasycznych baletach, grając główne role w takich spektaklach jak: „Dziadek do orzechów”, „Don Kichot”, „Korsarz”, „Jezioro Łabędzie” i wielu innych. Był już cenionym tancerzem i otrzymał zaproszenie do Stanów Zjednoczonych.
Amerykańska kariera
Tam swoją karierę związał z zespołem Dance alive national Ballet na Florydzie. Już po roku został solistą. - Ale czułem, że Ameryka to za mało, że najlepsi nauczyciele i tancerze działają w Europie - wspomina.
Przejrzał Internet i zrobił listę teatrów na Starym Kontynencie, które organizowały nabór tancerzy. Chciał spróbować dostać się do wszystkich, a potem wybrać. Zapewne przez przypadek na pierwszym miejscu była Opera Śląska. Przyjechał na audycję do Bytomia w towarzystwie dwóch innych tancerzy z Brazylii. - Wszedłem na salę baletową Opery Śląskiej, zobaczyłem jakie to piękne miejsce, jak ludzie ćwiczący angażują się w to, co robią i poczułem, że chciałbym tu tańczyć - relacjonuje Douglas. - Po audycji kierownik baletu Opery Śląskiej Grzegorz Pajdzik zaproponował mi żebym został solistą w jego zespole. Why not? - odpowiedziałem.
Idealna muskulatura
W Bytomiu Douglas występuje od 8 lat. Kreował m.in. tytułowe partie w "Makbecie", "Spartakusie" i "Korsarzu". - Moja ulubiona rola to Spartakus - mówi Brazylijczyk. - W tej postaci mogłem zogniskować wszystkie własne emocje i wykorzystać wszystkie swoje talenty.
Douglas De Oliveira Ferreira zachwyca nie tylko tanecznym kunsztem najwyższej próby, ale także idealną muskulaturą. Tak jak się można było domyślać - 5 razy w tygodniu ćwiczy na siłowni. - Robię to dla tańca, ale także dla siebie, bo prostu lubię w taki sposób rozładowywać moją energię - mówi. W szkole baletowej ćwiczył po 12 godzin dziennie. A ile czasu poświęca na próby i samodzielną pracę dzisiaj, kiedy ma status pierwszego solisty? Douglas liczy i wychodzi mu, że ciągle jest to 12 godzin.
Najbardziej lubię żurek
W Bytomiu świetnie się zaaklimatyzował, chociaż na początki czuł, że skupia na sobie ciekawość i uwagę przechodniów. - Potem zaobserwowałem, że Ślązacy jak kogoś lepiej poznają zaczynają się otwierać. W tym akurat przypominają Brazylijczyków - mówi Douglas. Dodaje, że zaczął czuć kulturę Bytomia i zakochał się w... polskiej kuchni. Uwielbia żurek, pierogi i sernik. - Wszystkie polskie zupy są świetne, ale najlepszy jest żurek - nie ukrywa swoich preferencji artysta.
Nie jest typowym tancerzem baletu klasycznego, tańczy również układy współczesne. Może to zasługa latynoskiego temperamentu, ale najlepiej czuje się w balecie neoklasycznym, w którym ramy nie są zbyt sztywne i ekspresją tancerz może wyrażać własne emocje.
Brak komentarza, Twój może być pierwszy.
Dodaj komentarz
Użytkowniku, pamiętaj, że w Internecie nie jesteś anonimowy. Ponosisz odpowiedzialność za treści zamieszczane na portalu zyciebytomskie.pl. Dodanie opinii jest równoznaczne z akceptacją Regulaminu portalu. Jeśli zauważyłeś, że któraś opinia łamie prawo lub dobry obyczaj - powiadom nas [email protected] lub użyj przycisku Zgłoś komentarz