W epoce Gomułki opowiadano następujący dowcip: W czasie spotkania z tymże Władysławem Gomułką robotnicy poskarżyli się, że podrożały: chleb, mięso i cukier. Pierwszy sekretarz odpowiedział im tak: "Towarzysze, na socjalistyczną gospodarkę musimy patrzeć kompleksowo. Pamiętajcie, że w ostatnim okresie potaniały lokomotywy."
Ten stary witz przypomina mi się w ostatnich miesiącach bardzo często, kiedy patrzę na ogłaszane oficjalnie wskaźniki inflacji w Polsce. W dniu, kiedy piszę te słowa (środa 14 czerwca) poziom inflacji podawany na głównej stronie portalu Wirtualna Polska wynosi 13 procent. Niedawno był nieco wyższy i sięgał 18 procent. Czytam, a potem wchodzę do sklepu i zastanawiam się, o ile w dzisiejszej Polsce potaniały... lokomotywy. Albo na przykład haubice samobieżne Krab.
I tak na przykład jakiś rok temu mleko Mleczna Dolina w Biedronce kosztowało 1,99 zł. Dzisiaj jest to 2,99 zł. Piersi z kurczaka w Kauflandzie rok temu można było w promocji kupić za 9,99 zł, a dziś 17,99 zł, natomiast ich cena regularna w Auchan to 23,99 zł. A cebula na targu w Radzionkowie - kosztowała 3 zł za kilogram, teraz jest 7 zł, więc inflacja na kilogramie cebuli w"Cidrach" wynosi 133 procent.
Premier Morawiecki nazywany przez część internautów Pinokiem twierdzi, że w Polsce mamy putinfalcję. Putin to zbrodniarz, ale akurat za inflację w Polsce odpowiada raczej rząd Morawieckiego swoją polityką związaną najpierw z lockdownem (zamknął gospodarkę, żeby potem wypłacać pieniądze z tytułu tarcz kryzysowych), a następnie polityką wydawania pieniędzy na pomoc Ukrainie w formie przyjętej przez ustawę o pomocy obywatelom Ukrainy w związku z konfliktem zbrojnym na terytorium tego państwa.
W rzeczywistości siła nabywcza pieniądza spadła o wiele więcej bardziej. No, chyba że inflację wyliczać będziemy całościowo, uwzględniając także ceny lokomotyw i haubic samobieżnych Krab. Tyle, że my zwykli szarzy ludzie mamy tego pecha, że chleb i mleko kupujemy codziennie, a lokomotyw nie kupujemy wcale.
Komentarze