Po trzech latach przerwy koszykarze bytomskiej Polonii wracają do 1. Ligi. 31 maja w czwartym finałowym meczu z PGE GiEK Turów Zgorzelec wygrali po morderczym boju 83:70 i tym samym wywalczyli trzecie potrzebne do awansu zwycięstwo. Szczęśliwi zawodnicy wznieśli puchar, wystrzeliły korki szampanów, w powietrzu fruwały dziesiątki niebieskich i czerwonych karteczek, a kibice szaleli ze szczęścia. Wielu nie potrafiło zatrzymać łez.
Polonia pokonała Turów Zgorzelec 3:1. Po sobotniej porażce nasi przystąpili do niedzielnej rywalizacji niesamowicie zmobilizowani. Tym razem to po nich było widać większą determinację i chęć wygranej. Pojedynek był niezwykle zacięty - jak każdy w finale - bo też Zgorzelec zgodnie z przewidywaniami okazał się bardzo trudnym i bardzo wymagającym przeciwnikiem.
Pierwsza kwarta dla nas, ale w drugiej Turów nas doszedł i zdołał nawet odskoczyć na kilka punktów. Potem walka szła kosz za kosz, wiele razy zawodnicy walcząc o piłkę schodzili do parteru, emocje sięgały zenitu. Obydwie ekipy świetnie broniły, zmuszając rywali do oddawania rzutów w ostatnim możliwym momencie.
Polonia odskakuje
Trzecia kwarta okazała się decydująca. Bytomianie grali jak w transie trafiając raz za razem, a przyjezdni się zatrzymali. W efekcie przed czwartą kwartą wypracowaliśmy sobie 10 punktów przewagi, co przy tak wyrównanym poziomie było naprawdę dużo. W ostatnich 10 minutach zespół ze Zgorzelca przyciśnięty do ściany zaczął seryjnie rzucać za trzy, by zniwelować stratę, ale niewiele to dawało, bo z celnością nie było najlepiej.
Tymczasem podopieczni Mariusza Bacika spokojnie robili swoje i konsekwentnie powiększali różnicę punktową. Gdy ta w pewnym momencie przekroczyła 15 punktów jasne stało się, że wygramy ten bój. Rywale próbowali jeszcze celowo przerywać akcje faulami, ale przy naszej niezłej skuteczności na linii rzutów wolnych i ta metoda zawiodła. Na 10 sekund przed końcową syreną Turów uznał swoją porażkę i zrezygnował z atakowania.
Oznaczające awans do 1. Ligi zwycięstwo kibice, którzy szczelnie wypełnili widownię (była też bardzo głośna grupa ze Zgorzelca) oszaleli ze szczęścia. Na stojąco wszyscy na przemian skandowali słowa podziękowania i nazwiska bytomskich koszykarzy oraz trenera Bacika, który wyraźnie wzruszony dziękował wszystkim.
Szampan się lał
Koszykarze Polonii założyli specjalne koszulki z hasłem: "Niech usłyszy cala Polska - w 1. Lidze Królowa Śląska!" i ustawili się w kolejce po odbiór medali. A potem wraz ze sztabem szkoleniowym i działaczami klubu wznieśli okazały złoty puchar będący potwierdzeniem ich triumfu. W tym samym momencie wystrzelono setki niebiesko-czerwonych karteczek, które zasłały cały parkiet i widownię. Potem na to wszystko z potrząsanych butelek obficie lał się szampan. Tumult w hali był niesamowity, kibice klaskali, krzyczeli, śmiali się i ocierali łzy. W wcześniej pięknie się zachowali klaszcząc, gdy medale odbierali zawodnicy Turowa.
Polonia bezapelacyjnie zasłużyła na powrót do 1. Ligi. Okazała się najlepsza spośród 64 drużyn występujących w 2. Lidze i sięgnęła po awans w momencie, kiedy było to najtrudniejsze od lat. Wcześniej bowiem awansowały trzy najlepsze ekipy, a w tym roku tylko jedna.
Dwa ostatnie lata głośno mówiło się o awansie, ale mimo kapitalnej postawy w sezonie zasadniczym kończyliśmy na etapie ćwierćfinału. Przed tym sezonem po rozczarowaniu w zespole doszło do rewolucji. Zdecydowana większość graczy odeszła, przyszli nowi. Tym razem śmiałych planów nie było, nie było też drużyny grającej z takim polotem, jak poprzednie wersje niebiesko-czerwonych.
Skurczybyki w akcji
W zamian trenerowi Bacikowi udało się zbudować pakę niesamowicie silną psychicznie, konsekwentną i nastawioną na wygrywanie. Polonia Bytom stała się taranem prącym do przodu. Przegrała tylko 2 z 43 spotkań, bardzo często wychodziła z niesamowitych opresji, stała się solidną świetnie naoliwioną i zabójczo skuteczną drużyną. Trener zapowiadał, że jego podopieczni będą koszykarskimi skurczybykami i tak się stało.
- Cierpliwość w sporcie popłaca. Jestem bardzo dumny z zawodników i tego, czego dokonali w tym sezonie - mówił po finale Bacik. - Ten zespół budował się w rundzie play-off, napędzały nas kolejne zwycięstwa. Potrafiliśmy wracać z ogromnych opresji. W odróżnieniu od dwóch poprzednich sezonów nie mówiliśmy głośno o awansie. Byliśmy nieco w cieniu i atakowaliśmy z tylnego siedzenia. Ale taka filozofia przyniosła efekty. W poprzednich dwóch latach dysponowałem może bardziej utalentowanym zespołem, ale brakowało pierwiastka zadziorności. Po sobotniej porażce szybko zebrałem zespół w szatni i w męskich słowach powiedzieliśmy sobie, że musimy zagrać lepiej w defensywie. Wiedziałem, że jeśli rzucimy co najmniej 80 punktów, to nie przegramy tego meczu” - podsumowywał trener Mariusz Bacik.
Brak komentarza, Twój może być pierwszy.
Dodaj komentarz
Użytkowniku, pamiętaj, że w Internecie nie jesteś anonimowy. Ponosisz odpowiedzialność za treści zamieszczane na portalu zyciebytomskie.pl. Dodanie opinii jest równoznaczne z akceptacją Regulaminu portalu. Jeśli zauważyłeś, że któraś opinia łamie prawo lub dobry obyczaj - powiadom nas [email protected] lub użyj przycisku Zgłoś komentarz