Jego burzliwe życie stało się inspiracją do nakręcenia pełnometrażowego filmu "Gwiazdy". Jan Banaś, który skończył właśnie 80 lat, to nie tylko legenda Polonii Bytom i Górnika Zabrze, ale także reprezentacji Polski. Ten utalentowany piłkarz, chociaż wiele w swojej karierze osiągnął, to miał niewyobrażalnego pecha. Jego następstwem była między innymi polityczna kontuzja.
Urodził się w 1943 r. w Berlinie jako Heinz-Dieter Banas. Jego matka pochodziła z Katowic. Ojciec - Paul Helmig, który był niemieckim żołnierzem, spotkał się matką przyszłego piłkarza we Lwowie. Do Berlina kobieta przyjechała będąc już w ciąży. Tam dowiedziała się, że ojciec przyszłego piłkarza zginął na froncie. Jednak było to nieprawdą. Okazało się, że był już żonaty. Z Berlina przeniosła się z synem do Katowic.
Było to w 1965 r. Poloniści z American Chalange Cup triumfalnie wrócili do Polski. W Warszawie wstrzymano nawet ruch uliczny, wówczas gdy zawodnicy chwalili się trofeami. Jest to tym bardziej godny pochwały sukces, bo faktycznie pierwsza drużyna Polonii trenowała wówczas w ekstremalnych warunkach, na boisku Torkacik (obecnie Park Kachla), z którego zimą korzystali hokeiści.
Twoja pokuta to bydom gole...
Punktem zwrotnym w życiu i karierze Banasia był wyjazdowy mecz Pucharu Intertoto, w którym poloniści podejmowali szwedzki IFK Norrköping. Po latach pojawił się rzekomo poległy na froncie ojciec piłkarza, obiecując synowi grę Niemczech. Banaś zdecydował się zostać na zachodzie. Na miejscu okazało się jednak, że ojciec nie potrafi mu pomóc, a próbuje tylko na nim zarobić traktując go nie jak syna, tylko obcą osobę.
Po niespełna rocznym epizodzie w FC Koeln bez kontraktu, piłkarz zdecydował się wrócić do kraju, mimo groźby dyskwalifikacji i uznania go w propagandzie PRL za zdrajcę. - Wróciłem do Polski fordem taurusem. Zostałem w klubie przyjęty serdecznie, ale przez dwa lata nie mogłem grać w oficjalnych spotkaniach - wspomina Jan Banaś.
Za zawodnikiem wstawił się gen. Jerzy Ziętek, wówczas przewodniczący prezydium Wojewódzkiej Rady Narodowej w Katowicach.- Synek, kożdy robi gupoty. Jo tyż, bo żech się ożynił... Twoja pokuta to bydom gole - wspomina słowa Ziętka Banaś.
Kontuzja polityczna
Powrót do gry w bytomskim klubie i reprezentacji wiązał się jednak z jednym obostrzeniem - zakaz wyjazdów do Niemiec. I właśnie to, jak przyznaje legendarny piłkarz było kontuzją polityczną. Nie mógł zagrać na kluczowych imprezach piłkarskich takich jak Olimpiada w Monachium w 1972 r. i Mistrzostwa Świata w 1974 r. - Ojciec był reżyserem mojej ucieczki. Po raz kolejny mnie oszukał. Konsekwencje tego odczuwam do dziś, bo przez to nie mam emerytury olimpijskiej - dodaje z żalem Banaś.
Transfer za wagony z węglem
Przełomowy w karierze piłkarza był też rok 1969. Z bytomskiej Polonii trafił do Górnika Zabrze. - Wiadomo, to był wtedy najlepszy okres Górnika. Akurat się na niego załapałem. Oni szukali możliwości grania w europejskich pucharach, a taka możliwość bardzo mi odpowiadała - mówi Jan Banaś.
Transfer z Bytomia do Zabrza odbył się bezgotówkowo. Sam Banaś nie wie, ile za niego zapłacono. Wiadomo tylko tyle, że Zjednoczenie Górnictwa wysłało za niego do Bytomia kilka wagonów z węglem. W Górniku rozegrał 170 spotkań, w tym 124 w ekstraklasie i 20 w pucharach europejskich. Przyczynił się do awansu do Pucharu Zdobywców Pucharu, strzelając m.in. bramkę Lewskiemu Sofia. Zdobył też gola w jednej z trzech półfinałowych potyczek z AS Roma.
Playboy i król życia
Jan Banaś uznawany za polskiego George'a Besta bez medalu (chociaż trenerzy zwracali się do niego Hans, Jasiu, a w bytomskiej Polonii "Bubi") słynął z bujnego życia prywatnego. Sportowe samochody, dziewczyny, od których nie mógł się odgonić, a wśród nich aktorki i artystki Zespołu Pieśni i Tańca Śląsk, to tylko część aspektów, który czyniły go królem życia i playboyem. Zawsze lubił sportowe samochody i oprócz forda taurusa, był jednym z kilku w Polsce posiadaczy forda mustanga.
Jego piłkarski talent i umiejętności sprawiały, że był popularny nie tylko na boisku i trybunach. - To był przede wszystkim znakomity technik, z bardzo dobrym opanowaniem piłki, niesamowitą szybkością i przeglądem sytuacji. Potrafił strzelać bramki w najbardziej nieprzewidywalny sposób - wylicza Andrzej Azyan, dziennikarz sportowy.
Z Janem Banasiem kontaktowaliśmy się telefonicznie dzień przed jego 80. urodzinami. Przebywał akurat w sanatorium. Zapytaliśmy go, czego sobie życzy z okazji okazałego jubileuszu. - Życzyłbym sobie przede wszystkim zdrowia, bo jak jest zdrowie, to wszystko się kręci. Cała piłka się kręci wokół zdrowia - skwitował jubilat. Życzymy zatem znacznie więcej niż 100 lat w formie i kondycji napastnika!
Brak komentarza, Twój może być pierwszy.
Dodaj komentarz
Użytkowniku, pamiętaj, że w Internecie nie jesteś anonimowy. Ponosisz odpowiedzialność za treści zamieszczane na portalu zyciebytomskie.pl. Dodanie opinii jest równoznaczne z akceptacją Regulaminu portalu. Jeśli zauważyłeś, że któraś opinia łamie prawo lub dobry obyczaj - powiadom nas [email protected] lub użyj przycisku Zgłoś komentarz