Kto chodzi do szkoły średniej i w maju będzie pisał maturę, ten właśnie szykuje się na studniówkę. Choć tradycja tych imprez jest już bardzo stara, nadal trudno sobie wyobrazić ucznia ostatniej klasy, który nie chciałby w niej uczestniczyć. My sprawdzamy, jak zmieniały się studniówki na przestrzeni lat.
Studniówka to dla każdego, kto chodzi do średniej szkoły, wyjątkowe wydarzenie. Od połowy stycznia do połowy lutego większość sal balowych jest zarezerwowanych właśnie dla przyszłych maturzystów. Choć zabawa tania nie jest, bo koszt w zależności od rangi miejsca, menu, oprawy uroczystości, liczby gości, waha się przeciętnie od 300 do 500 zł za osobę.
Można śmiało założyć, że to niemal małe wesele. Kto ma córkę, już jest uboższy o poważne kwoty, bo sukienka, buty, makijaż i fryzjer, to naprawdę spory, nieraz wielotysięczny wydatek. Chłopcy pójdą w garniturach i koszulach, które przydadzą się w późniejszych latach, ale dla młodych kobiet wyjątkowe wydarzenie często jest jednorazowym, wielkim kosztem. I to właśnie stroje uczennic są najczęściej omawianym tematem. Bo wiadomo, kiedyś to było inaczej...
Im dalej w przeszłość, tym skromniej
W czasach PRL młodzież ubierała się skromnie, a studniówki odbywały się na terenie szkoły. Dziewczęta zakładały białe bluzki i granatowe spódniczki, oczywiście za kolano, na stopach dominowały buty na płaskim obcasie. Młodzież obserwowali nauczyciele i dyrekcja, więc o żadnych ekscesach nie mogło być mowy. Wiadomo, że kto podpadł, ten z maturą mógł się pożegnać.
- Doskonale pamiętam moją studniówkę, która odbyła się w 1972 roku - mówi pani Katarzyna. - Najpierw bibułą i balonami dekorowaliśmy salę, potem na zajęciach wf przez kilka tygodni ćwiczyliśmy poloneza. Szliśmy na studniówkę pieszo, ja byłam z moim ówczesnym chłopakiem. Nauczyciele i dyrekcja siedzieli na scenie i na nas patrzyli, a my na auli mogliśmy tańczyć do muzyki z płyt analogowych. Do picia była herbata i oranżada, a do jedzenia kanapki i pączki. Miałam białą bluzkę i granatową spódnicę do kostek, buty na małym słupku. Mój chłopak, jak i pozostali uczniowie, ubrany był w garnitur. Impreza kończyła się przed 22. Bawiłam się doskonale, do dziś mam wspaniałe wspomnienia.
Uczennice jak wielkie damy
Przemiany społeczne spowodowały, że w latach 90. studniówki także się zmieniły. Rozluźnienie widać w strojach maturzystek. To już są raczej sukienki, może niezbyt wyzywające, ale bywają też miniówki, buty raczej na płaskiej podeszwie, choć zdarzały się niewysokie obcasy dla podkreślenia elegancji. Studniówki odbywają się już poza szkołami, ale to raczej dyskoteki, niż bale.
Im dalej tym bardziej wykwintnie. Dziesięć lat temu uczniowie już przyjeżdżali w grupach autami swoich rodziców, ubrani bardzo dostojnie, ale nie widać jeszcze takiego lansu, jak dziś. O limuzynie pewnie wtedy uczniowie słyszeli, ale mało kto miał taki pomyśl, by w ten sposób przyjechać do restauracji.
Dominowały suknie wieczorowe, ale nadal bez trudu dało się zauważyć, kto jest uczennicą, a kto nauczycielką. W ostatnich latach już nie jest to takie łatwe. Dziewiętnastoletnie dziewczyny mają pełny makijaż, stroje od stylistek, buty na niebiotycznych obcasach, a suknie więcej odsłaniają, niż zakrywają. To prawdziwa rewia mody, w dodatku ze sporą dawką erotyki.
Podwiązki na szczęście
Czerwona podwiązka na lewym udzie to talizman, który ma przynieść powodzenie podczas egzaminu. Nie każdy wie, że przesąd z podwiązką wywodzi się z tradycji ślubnych (szczęście, płodność, wierność, przejście w stan małżeński) oraz studniówkowych (pomyślność na maturze, odwaga). Korzenie ma w średniowiecznej Europie i zyskuje na popularności dzięki francuskiej kulturze w XVIII wieku jako element ozdobny i symboliczny. Współcześnie to już głównie element zabawy i pamiątka. W zestawieniu z bieliźnianą sukienką przypominającą halkę z gołymi plecami może jednak wywoływać skojarzenia wyłącznie erotyczne, a to już z prawdziwą elegancją nie ma wiele wspólnego.
Święto lansu?
- Studniówki to kolejne święto, które uległo ogromnej komercjalizacji - mówi socjolog dr Rafał Cekiera prof. Uniwersytetu Śląskiego.- Wydaje się, że zagubiła się w tym wszystkim idea tej imprezy. A to przecież chodziło o to, by uczniowie mogli odetchnąć od nauki, uświadomić sobie, że czas w liceum właśnie dobiega końca, zintegrować się i wspólnie spędzić czas. Uważam, że brakuje takiej szkolnej atmosfery, której już nigdy potem nie będzie. Za wiele lat na pewno przyjemniej będzie się wspominało to, że np. grałem na gitarze podczas studniówkowego koncertu lub wymyśliłam niebagatelną dekorację, niż to ile wydałem na ubranie. To powinna być integracja uczniów i całego środowiska szkolnego, a nie podział na tych, których stać na zakupy w najdroższych sklepach i limuzynę oraz na resztę. Podobno są już powroty do studniówek w skromnym wydaniu i może ten trend będzie bardziej widoczny też w większości szkół, bo obecnie komercjalizacja tej uroczystości jest już zbyt duża.
Dziś studniówka zazwyczaj nie jest już pierwszym takim balem, na którym bywa młodzież. Wciąż jednak zarówno uczniowie, a na pewnym etapie także rodzice prześcigają się w pomysłach na to, by impreza była na jak najwyższym poziomie. Bywa, że wszyscy poddają się temu szaleństwu, ale wśród nich są także ci, którzy starają się tonować zapędy i emocje.
Jak to jest w Bytomiu?
- Studniówka jest ważnym wydarzeniem dla całej społeczności szkolnej, choć nie wszyscy w niej uczestniczą. Najczęściej uroczystość odbywa się poza szkołą, w lokalach, restauracjach. Koszt takiej imprezy to 850 zł od pary. Dziewczyny ubierają się w suknie wieczorowe, a chłopcy w garnitury - mówi dr Barbara Freier-Pniok naczelnik wydziału edukacji w Bytomiu.
Jak opowiada Katarzyna Łoza, dyrektor l LO im. Smolenia studniówki nadal są wielkim wydarzeniem, chociaż bardzo się zmieniły. - Osobiście tęsknię za tymi, które odbywały się w naszej pięknej auli szkolnej i którym towarzyszyły nasze tradycje. I nie jest to tylko moje wrażenie. Nadszedł jednak rok, kiedy rodzice bezwzględnie podjęli decyzję o wyprowadzeniu studniówki ze szkoły. Od tej pory jesteśmy zapraszani do restauracji (Rezydencja, Biały Dom w Paniówkach). Zachowujemy część naszych tradycji, np. pasowanie na maturzystę.Z reguły wszyscy uczniowie biorą udział w wydarzeniu, chociaż zdarzają się tacy, którzy odmawiają. Stroje są wieczorowe, ale dowolne, a my nie mamy wpływu na ich wygląd. Sami staramy się, by rangę tego wydarzenia podkreślić również swoim strojem. Koszt organizacyjny wynosi w przybliżeniu 250- 300 zł od osoby – mówi dyrektor.
WARTO WIEDZIEĆ:
Nie ma dokładnej daty pierwszej studniówki, ale tradycja wiąże się z Prusami i rokiem 1788, kiedy wprowadzono tam maturę i zaczęto organizować bale dla maturzystów 100 dni przed egzaminem. Zwyczaj ten upowszechnił się w Polsce, choć w PRL był skromniejszy, a dziś studniówka jest już dużym, uroczystym balem. Początkowo organizowano go na uniwersytetach, a później trafił on do szkół średnich. Studniówkę tradycyjnie otwiera polonez.
Brak komentarza, Twój może być pierwszy.
Dodaj komentarz
Użytkowniku, pamiętaj, że w Internecie nie jesteś anonimowy. Ponosisz odpowiedzialność za treści zamieszczane na portalu zyciebytomskie.pl. Dodanie opinii jest równoznaczne z akceptacją Regulaminu portalu. Jeśli zauważyłeś, że któraś opinia łamie prawo lub dobry obyczaj - powiadom nas [email protected] lub użyj przycisku Zgłoś komentarz