W Bytomiu w kilku miejscach na murach kamienic pojawiły się przedwojenne napisy reklamowe - oczywiście w języku niemieckim.
Zostały odsłonięte, w niektórych przypadkach odnowione. Wywołało to kontrowersje, które ujawniły się np. w komentarzach naszych Czytelników na facebookowym profilu "Życia Bytomskiego". Przyznajmy: zdecydowana większość wypowiadających się osób jest za wydobywaniem, zachowaniem i eksponowaniem takich napisów, jako pamiątek/świadectw historii miasta. Ale zdarzają się też głosy przeciw. Na przykład: "Mam mieszane odczucia, z jednej strony historia miasta, które przez jakiś czas leżało po niemieckiej stronie, a z drugiej historia germanizacji i zwalczania polskości" - napisał Łukasz Janicki.
Jestem za obecnością w przestrzeni miasta takich dawnych napisów. Ale równocześnie, to dygresja, w pełni rozumiem powojenną akcję "odniemczania" Bytomia i likwidowania śladów niemieckich w tym mieście. Oczywiście - z punktu widzenia współczesnego można to uznać za niszczenie historycznej tkanki miasta, czy nawet za barbarzyństwo. Tyle, że jest to tzw. prezentyzm, czyli ocenianie wydarzeń historycznych z punktu widzenia wiedzy współczesnej. Typowy przykład prezentyzmu to np. twierdzenie, że decyzja o wybuchu Powstania Warszawskiego były zbrodnicza. Tymczasem, żeby zrozumieć decyzje i motywacje osób działających w jakimś miejscu historii - trzeba mieć świadomość, że posiadali oni inną wiedzę i kierowali się innymi emocjami niż my, współcześni. Dlatego "akcja odniemczania" z lat 1945-47 jest psychologicznie i emocjonalnie najzupełniej zrozumiała: wszystko, co niemieckie kojarzyło się wówczas z olbrzymim zbiorem win, zniszczeń, okrucieństwa i mordów, jakich dopuścili się w Polsce i na Polakach Niemcy.
Jednak współcześnie zachowywanie historycznych napisów jest po prostu dobrą praktyką - przydaje miastu historyczności, wskazuje na jego tradycję, przeszłość. Na przykład we współczesnym Lwowie Ukraińcy często deprecjonują lub zawłaszczają polską przeszłość tego miasta. Żeby nie być gołosłownym - piszą o "polskim reżimie okupacyjnym" (w czasach tzw. dwudziestolecia międzywojennego), zrównując go z okupacją hitlerowską i komunistyczną. Albo polskie postacie historyczne uznają za Ukraińców lub "uczonych galicyjskich" (np. wynalazcę lampy naftowej Ignacego Łukasiewicza). Albo uznają, że Lwów zbudowali Austriacy (bo w czasach zaborów miasto to znajdowało się w cesarstwie austro-węgierskim). A mimo to na ulicach Lwowa zobaczymy dużo polskich napisów reklamowych z okresu przedwojennego - często pieczołowicie odnowionych. Mimo, że są one w języku polskim, a nie galicyjskim albo... austriackim! Z jednej strony napisy te są po prostu ciekawe pod względem estetycznym, z drugiej strony - przydają miastu atrakcyjności turystycznej. Bytom pewnie ośrodkiem turystycznym nie będzie, ale bytomskie napisy warto zachowywać dla nas samych - jako ciekawostki i świadectwa naszej lokalnej historii.
Brak komentarza, Twój może być pierwszy.
Dodaj komentarz
Użytkowniku, pamiętaj, że w Internecie nie jesteś anonimowy. Ponosisz odpowiedzialność za treści zamieszczane na portalu zyciebytomskie.pl. Dodanie opinii jest równoznaczne z akceptacją Regulaminu portalu. Jeśli zauważyłeś, że któraś opinia łamie prawo lub dobry obyczaj - powiadom nas [email protected] lub użyj przycisku Zgłoś komentarz