Sprawa znana pod hasłem wywoławczym "Kolekcja generała Zająca" to tak naprawdę materiał na kilka opowieści. Historia pierwsza to sama sylwetka generała Józefa Zająca, który jako żołnierz brał udział w kilku wojnach i kampaniach: walczył w legionach Piłsudskiego, w wojnie polsko-bolszewickiej, był zastępcą dowódcy Armii Polskiej na Wschodzie, nazywaną armią generała Andersa.
Opowieść druga to powojenne losy generała Zająca i gromadzenie przezeń w Wielkiej Brytanii kolekcji europejskiego malarstwa i grafiki. Kiedy w 1957 roku zdecydował się kolekcję tę przekazać do Polski - wielu przedstawicieli emigracji gest ten przyjęło nieprzychylnie, widząc w tym dar dla komunistów. Z kolei w PRL-u władze powściągliwie informowały o sprawie z tego powodu, że donatorem był... emigracyjny, sanacyjny generał.
I wreszcie sprawa trzecia: spór o kolekcję, jaki prowadziły dwa muzea: Górnośląskie w Bytomiu i Śląskie w Katowicach. Spór ten wybuchł 12 lat temu, a kiedy wygasł - wszystko pozostało po staremu, czyli kolekcja nadal znajduje się w w Bytomiu.
Generał, pilot i... filozof
Józef Zając uczestniczył we wszystkich polskich wojnach i kampaniach pierwszej połowy XX wieku. Był przedstawicielem pokolenia, które czynem i krwią odzyskało i obroniło niepodległość Polski w latach 1914-20 i zarazem pokolenia, które przeżyło gorycz utraty suwerenności w roku 1945. Urodzony w 1891 roku Józef Zając szkołę oficerską ukończył przed wybuchem I wojny światowej jako członek paramilitarnego Związku Strzeleckiego. Równolegle studiował na Uniwersytecie Jagiellońskim, gdzie w roku 1915 uzyskał tytuł doktora filozofii.
Od 1914 roku był w Legionach Piłsudskiego. Odbył kampanię karpacką, besarabską i wołyńską, został dwukrotnie ranny. W 1918 roku w bitwie pod Kaniowem dostał się do niewoli niemieckiej, ale uciekł z niej i przedostał się do Francji. Tam ukończył kurs doskonalenia oficerów i wrócił do Polski wraz z Błękitną Armią generała Hallera.
Zaraz po powrocie w 1920 roku zaczął walkę w wojnie z bolszewikami, którą ukończył jako szef sztabu 3 Armii WP. W 1924 roku został awansowany na stopień generała brygady. Przez 10 lat - od 1926 do 1936 roku był dowódcą 23 Dywizji Piechoty w Katowicach. W 1936 roku Prezydent RP mianował go Inspektorem Obrony Powietrznej Państwa, a rok później gen. Zając ukończył kurs pilotażu i został pilotem wojskowym III klasy.
W wojnie obronnej we wrześniu 1939 roku był Naczelnym Dowódcą Lotnictwa i Obrony Przeciwlotniczej. W 1942 roku otrzymał awans na generała dywizji, a rok później został zastępcą dowódcy Armii Polskiej na Wschodzie, nazywanej popularnie armią generała Andersa. Współpraca z Andersem nie szła mu jednak dobrze. "Było rzeczą oczywistą, że Zając musi ustąpić Andersowi, lecz najwyraźniej nie potrafili znaleźć wspólnego języka" - pisał Jan . Lewandowski, autor książki "Przesyłka ze Szkocji. Generał Józef Zając i jego kolekcja". W rezultacie ostatnie dwa lata wojny Zając spędził na mniej istotnych stanowiskach sztabowych.
Emigrant i kolekcjoner
Po wojnie pozostał na emigracji, osiedlił się w szkockim Edynbyrgu. Wiadomo jak Anglicy potraktowali po wojnie polskich oficerów - generał Stanisław Maczek, bohater bitwy pod Falaise, pracował jako barman, generał Stanisław Sosabowski był magazynierem, a generał Bór Komorowski prowadził pracownię tapicerską.
W takiej sytuacji postanowił powrócić do przerwanej 35 lat wcześniej pracy naukowej i kontynuować ją w języku angielskim. Wymagało to wielkiego wysiłku, ale skończyło się sukcesem - w 1951 roku, w wieku 60 lat powtórnie otrzymał w Edynburgu tytuł doktora filozofii i psychologii. Potem zaczął ogłaszać swoje nowe prace naukowe pisane w języku angielskim w najpoważniejszych brytyjskich czasopismach językowych.
Po wojnie nie było popytu na dzieła sztuki. Jan F. Lewandowski relacjonował: "Zdarzało się, iż jedynym konkurentem Zająca był handlarz kupujący obrazy wyłącznie z pozłacanymi ramami. Niemal za bezcen można było odkupić od niego same płótna. Odwiedzając pilnie licytacje i studiując jednocześnie historię sztuki, Zając stopniowo poznawał reguły rynku. Już nie tylko kupował, ale niektóre obrazy sprzedawał z zyskiem, aby z uzyskanych dochodów kupować nowe, cenniejsze dzieła. Zdarzyło się raz, że za trzy obrazy kupione w Edynburgu za 21 szylingów, otrzymał potem w Londynie aż 250 funtów".
Dar dla Katowic trafia do Bytomia
W 1957 roku Zającowie postanowili przenieść się do swojej córki mieszkającej w Kanadzie. Trudno było zabierać kolekcję obrazów za ocean, więc Józef Zając postanowił podarować ją Narodowi Polskiemu. Naraził się tym środowisku emigracyjnemu, które uważały że w ten sposób uwiarygadnia on komunistów. Jednak generał pozostał nieugięty.
W wojskowej karierze Zająca najbardziej stabilne było 10 lat, które spędził w Katowicach, gdzie dowodził 23. Dywizją Piechoty. Zając urodził się w Rzeszowie, studiował w Krakowie, ale pokochał Katowice. Spędził w tym mieście swoje najlepsze lata życia w najlepszym czasie pokoju. Uczestniczył w życiu społecznym i kulturalnym Górnego Śląska, był inicjatorem budowy kościoła garnizonowego w Katowicach. Swoją kolekcję postanowił podarować właśnie temu miastu. Był jeden problem - w czasie wojny Niemcy zburzyli nowo wzniesiony gmach Muzeum Śląskiego.
Dlatego właśnie kolekcja generała Zająca trafiła do Bytomia. W akcie darowizny podpisanym przez generała znalazło się takie zdanie: "Przedmioty te winne być pomieszczone w całości tymczasowo w Muzeum Górnośląskim w Bytomiu, z tym że z chwilą utworzenia samodzielnego muzeum lub oddziału jednego z muzeów w Katowicach, przedmioty stanowiące obiekt darowizny winny być tam natychmiast przeniesione."
W środku było ponad 100 obrazów i prawie 2 tysiące grafik. Wystawę malarstwa z kolekcji Józefa Zająca otwarto w naszym muzeum w czerwcu 1958 roku.
Władze PRL nie nagłaśniały zbytnio tego faktu, wszak ofiarodawcą był sanacyjny generał z Londynu. Dziś okazuje się, że bodaj najwięcej pisało o kolekcji... Życie Bytomskie. Kolekcję przez ponad 10 lat nawet dobrze nie skatalogowano. Dokonano tego dopiero w 1969 roku - 6 lat po śmierci generała, który zmarł w Ottawie w roku 1963. Dzisiaj wiadomo, że najcenniejsze są nie obrazy, ale grafiki. Są wśród nich m.in. 4 oryginalne drzeworyty Albrechta Dürera.
Spór między muzeami
Sprawa kolekcji odżyła w roku 2011. Wówczas o kolekcję upomniało się Muzeum Śląskie w Katowicach. Zapewne ono stało za kampanią prasową. Ukazały się wówczas liczne teksty, w których pisano o tym, że w Bytomiu kolekcja generała Zająca leży w wilgotnych magazynach. Że Muzeum Górnośląskie nie ma warunków ani do przechowywania ani do eksponowania tych dzieł. Ostatecznie spór ucichł, bo władze województwa śląskiego zaczęły forsować ideę połączenia Muzeów Śląskiego i Górnośląskiego. Takie plany zostały jednak zablokowane przez ministerstwo kultury. A kolekcja pozostała w Bytomiu.
Ale kto się we współczesnej Polsce przejmuje takimi drobiazgami? Kościół nie spełnił ostatniej woli poety ks. Jana Twardowskiego, rodzina i państwo nie spełniły ostatniej woli poety Zbigniewa Herberta (w obu przypadkach chodziło o miejsce pochówku), więc dlaczego władze województwa śląskiego miałyby spełniać ostatnią wolę generała, który umarł ponad 60 lat temu?
Korzystałem min. z książki Jana F. Lewandowskiego "Przesyłka ze Szkocji. Generał Józef Zając i jego kolekcja".
Brak komentarza, Twój może być pierwszy.
Dodaj komentarz
Użytkowniku, pamiętaj, że w Internecie nie jesteś anonimowy. Ponosisz odpowiedzialność za treści zamieszczane na portalu zyciebytomskie.pl. Dodanie opinii jest równoznaczne z akceptacją Regulaminu portalu. Jeśli zauważyłeś, że któraś opinia łamie prawo lub dobry obyczaj - powiadom nas [email protected] lub użyj przycisku Zgłoś komentarz