Dla "zwykłych" ludzi system kaucyjny ma więcej wad niż zalet.
W PRL-u żartowano, że dwa problemy są w tym systemie absolutnie nierozwiązywalne: skup butelek i dostępność sznurka do snopowiązałek w czasie żniw. W III RP problem sznurka do snopowiązałek zniknął, ale problem skupu butelek pozostał: oddać takie zwrotne, po piwie, najczęściej można było tylko w miejscu zakupu, pokazując jako dowód paragon z "nabitą" kaucją.
A potem rząd (notabene Mateusza Morawieckiego, bo wówczas uchwalono odpowiednie przepisy) postanowił problem rozwiązać całościowo i tzw. systemem kaucyjnym objąć nie tylko szklane butelki, ale również puszki po napojach oraz butelki plastikowe. Z nowych regulacji najbardziej ucieszyli się zapewne tzw. zbieracze puszek - kiedyś musieli zebrać ich około 65 sztuk, żeby otrzymać 5 złotych w skupie metali nieżelaznych. Dziś, żeby zarobić piątaka wystarczy 10 puszek, ba mogą to być także zwykłe butelki typu PET. Żyć, nie umierać, media piszą o rekordzistach, którzy za jedną wizytę w butelkomacie inkasują po kilkaset złotych.
Jednak dla "zwykłych" ludzi system ma więcej wad. Po pierwsze - automaty zwracające nam kaucję znajdują się tylko przy dużych marketach i dyskontach. Jeżeli kupujemy wodę mineralną w małym sklepiku - nie mamy szans zwrócić butelek w tym miejscu. Uderza to zwłaszcza w mieszkańców małych miejscowości i wsi, którzy do najbliższego automatu mają często kilkanaście kilometrów. Nie oddamy butelek, kupując wodę np. w szpitalnym sklepiku. I tak dalej.
Pod adresem systemu kaucyjnego formułowane są też bardziej poważne, systemowe zarzuty. Jak wiadomo, w Polsce sortownie śmieci zaczęto budować później niż w Europie, często są więc... nowocześniejsze. Są wyposażone w automatyczne linie sortujące, które wykorzystują: czujniki optyczne, kamery, separatory magnetyczne i powietrzne. Dzięki temu mogą bez problemu oddzielać butelki PET od innych plastików, rozpoznawać różne materiały (plastik, papier, metal). Czyli całą tą segregację można byłoby zrobić bez systemu kaucyjnego.
Ale "zwykłych" ludzi bardziej irytują drobniejsze sprawy. Na przykład, dlaczego do automatów trzeba wrzucać butelki nie zgniecione, skoro maszyna i tak je zaraz zmiażdży? Albo: automatów jest mało. Często nie działają, bo są np. przepełnione. Maszeruję do sklepu ze swoją złotówką, czyli dwiema pustymi butelkami, a tutaj jedna maszyna nieczynna, a przed drugą stoi zbieracz z workiem butelek i będzie je zapewne wrzucał przez kilka minut. Mam tracić czas (a wiadomo: czas to pieniądz), czy machnąć ręką na tę złotówkę?
Są jednak oznaki, że system działa. Po pierwsze - gdy patrzę do żółtych pojemników na odpady plastikowe, stojące nieopodal mego bloku, to nie widzę tam butelek po wodzie mineralnej i napojach. A kiedyś były notorycznie przepełnione. I druga sprawa. Widziałem przed automatem chłopca w wielu około 12 lat, który oddawał kilkanaście butelek. Tak więc "młodsza młodzież" zyskała możliwość łatwego zarobkowania - to bardzo wychowawcze, wiedzieć że rodzice nie są jedynym źródłem pieniędzy.
Pesymiści twierdzą, że latem będzie gorzej, gdy przyjdą upały. Jak wiadomo, w każdej butelce po soku czy coli zostają resztki tego napoju, podobnie jak w puszkach po piwie. To trafi do automatów kaucyjnych, wyleje się ze zgniecionych butelek, pracownicy sklepu będą opróżniać... Ale gdybyśmy tylko takie problemy mieli w kraju - naprawdę w Polsce byłoby świetnie!
Brak komentarza, Twój może być pierwszy.
Dodaj komentarz
Użytkowniku, pamiętaj, że w Internecie nie jesteś anonimowy. Ponosisz odpowiedzialność za treści zamieszczane na portalu zyciebytomskie.pl. Dodanie opinii jest równoznaczne z akceptacją Regulaminu portalu. Jeśli zauważyłeś, że któraś opinia łamie prawo lub dobry obyczaj - powiadom nas [email protected] lub użyj przycisku Zgłoś komentarz